Opowieści z Equestrii - Dzień 12, czyli zajęty cały dzień i cała noc..

Yay! Nareszcie mogłam wykorzystać ten CUDOWNY rysunek :3 I przepraszam, że poprzedni dzień był taki.. krótki. Postaram się by następne były troszkę dłuższe ;)

Opowieści z Equestrii - Dzień 12


Sobota.
Dzień rozpoczął się jak zwykle, obudziłam się. Wszystko było takie same jak każdego dnia, oprucz jednej rzeczy.. obudziłam się w swoim własnym mieszkaniu. Coś niesamowitego. Ta cisza, spokój. Nawet zostałam kilka minut dłużej w łóżku, było tak wygodne.. Żeby z niego wyjść musiał mnie zmotywować dzwonek do drzwi. Od razu pomyślałam, że przywieźli moje rzeczy, ale to w ogóle nie było to. Gdy otworzyłam drzwi zobaczyłam uśmiechniętą Rainbow Dash...

***

- C-cześć Dash.. Co cię tu sprowadza?
- Cześć! Nawet nie wiesz jak się cieszę, że zamieszkałaś tu, w Cloudsdale! To naprawdę coś niesamowitego..
- Tak, to miejsce jest wspaniałe.. Umm, może wejdziesz?
- Pewnie, ale tylko na chwilę..
Wróciłam do salonu i usiadłam na sofie. Zaraz po tym obok mnie znalazła się Rainbow Dash.
- Naprawdę ładne to mieszkanie, wystarczy dobrze urządzić i będzie super! Ale nie ważne.. Pamiętasz mój pościg za tobą dwa dni temu?
- Pewnie, trudno mi będzie o tym zapomnieć. - odparłam z uśmiechem.
- Taa.. Wiesz, pomyślałam, że chciałabyś.. Potrenować z mną? Tak jak kiedyś? - spytała z entuzjazmem.
- P-pewnie, bardzo chętnie.
- Super! To chodź, pójdziemy na tor.
- Tor?
  Po kilku minutach wraz z Dash znalazłam się na torze wyścigowym. Nie był on wielki, ale nie trudno o wywrotkę, miał sporo zakrętów. Uśmiechnęłam się szeroko i podfrunęłam wraz z nią do linii startu. 
- Na razie to tylko rozgrzewka, pościgamy się potem. - odparła Dash z determinacją w oczach.
Porozumiewawczo skinęłam głową i przygotowałam się do lotu. Ruszyłyśmy całkiem równo, ja leciałam trochę wolniej. Nie chciałam od razu się zmęczyć. Zrobiłam jedno okrążenie, potem kilka ćwiczeń, długi galop. Tyle wystarczyło by mnie przygotować, Rainbow po chwili też była gotowa. Postanowiłyśmy wreszcie, że wyścig będzie obejmował 5 okrążeń. Pierwsza na linii mety wygrywa.. Mogłyśmy zaczynać.
-3!
-2!
-1!
- Start!
Wystartowałyśmy równo, szybko. Czułam niewyobrażalnie odświeżający wiatr we włosach. To uczucie.. Zrozumiałam czemu Rainbow to kocha. Mknęłam wciąż szybko, zwinnie, ale nie tak jak Dash. Nie było mowy o tym żebym wygrała wyścig, wiedziałam, że będę przegraną. Ale to mnie nie interesowało, chodziło o sam wyścig, o poczucie wiatru w grzywie. I poczułam jak po trzecim okrążeniu znów nadchodzi ten efekt, ta jasno brązowa smuga, ten dźwięk. On dodawał mi pędu, nadawał rytmu moim ruchom. Czułam się bosko. Ale za chwilę zrobiłam czwarte okrążenie, piąte okrążenie i tak to wyścig się zakończył. Rainbow wygrała, oczywiście. Była szybsza o 2,7 sekundy. Gdy tylko wyhamowałam i usadowiłam się obok niej padłam na ziemię. Dawno nie miałam takiego wysiłku przy lataniu. Gdy na nią spojrzałam uśmiechnęła się do mnie i przybiła mi piątkę skrzydłem.
- Naprawdę dobry wyścig, lepszy niż poprzednie z innymi. Wiesz, nie masz jeszcze znaczka. Może to wyścigi są twoim przeznaczeniem? - spytała uradowana.
- Nie chcę ostudzić twojego entuzjazmu, ale chyba to nie to. Tak, latanie, ściganie się jest niesamowite, ale po prostu to nie to.. Wyścigi mogą być moją pasją, i zawsze się chętnie z tobą pościgam, tylko, że.. No rozumiesz chyba...
- Tak, rozumiem. Ale skoro to twoja pasja, to zawsze coś. Przynajmniej wiem do kogo się zwrócić po wyścig! - powiedziała z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Jestem w takim razie do usług.
- Dzięki Dazz.
- Nie ma sprawy Dash.
Rainbow szybko poszybowała ku górze. Bardzo cieszyłam się, że jeszcze o mnie pamiętała. To było naprawdę miłe z jej strony. Pomachałam jej jeszcze kopytkiem na pożegnanie i wróciłam do siebie.

***

<Przez poranną wizytę nic nie zjadłam, a to nie zdrowo nic nie zjeść przed wysiłkiem>
Postanowiłam zrobić sobie szybką sałatkę a, że wszystko co potrzebowałam miałam już na miejscu szybko załatałam dziurę w żołądku. Po śniadaniu usiadłam wygodnie na fotelu i otwarłam swoją - jak na razie - jedyną książkę. Już chciałam zacząć czytać, gdy usłyszałam puknie do drzwi. Lekko sfrustrowana wstałam i podeszłam do wejścia. Otwarłam drzwi. 
- W czym mogę służyć? - spytałam trochę wnerwiona.
- Panienka Dazzling Rhythm? 
- Taak..
- Przybywamy z Canterlotu na życzenie księżniczki Luny. Przywieźliśmy panience rzeczy. - odparł dumnie cielisty jednorożec, najwyraźniej zaopatrzony w zaklęcie chodzenia po chmurach.
- Oh, to świetnie. Czekałam na was..
- Wnieść rzeczy do środka czy zostawić przy wejściu?
- Jeśli to nie kłopot to proszę wnieść do środka..
- Ależ oczywiście.. Panowie - zwrócił się do swoich towarzyszy, grupki pegazów. - wnieście wszystko do salonu.
Pegazy kiwnęły głowami i wleciały z pakunkami do mieszkania. Były bardzo szybkie, więc te kilka dużych pudeł znikło w niecałą minute z moich oczu.
- Coś jeszcze dla pani zrobić? - spytał jednorożec.
- Nie, bardzo dziękuję. - odparłam grzecznie. - Ale mam pytanie.. Nie mieliście mieć ze sobą może jastrzębia?
- Nie, tylko to co wnieśliśmy. Nie było mowy o jakimkolwiek pupilu.
- Dobrze, w takim razie dziękuję za pomoc.
- Drobiazg. - ogier uśmiechnął się. - Chodźcie, wracamy. - krzyknął.
Cała grupka zniknęła z mojego pola widzenia. Byłam trochę smutna, że nie wzięli Fliera ze sobą, ale cóż.. Miałam wtedy inne zmartwienie. Wypakowanie tego wszystkiego...
   Rozpoczęłam od pierwszego pudła. W nim znajdowały się poduszki, koce, i duże gniazdo Fliera. W drugim były same książki. Ku memu zdziwieniu była cała seria Nocnej Furii, chyba z dwadzieścia tomów. W kolejnym znajdowały się ubrania, ale większość była na księżniczkę Aquę, więc miałam sporo zbędnych strojów. Jedynie suknia z koronacji była na mnie dobra. W czwartym było sporo książek jak i przedmiotów takich jak budzik, lampka nocna, obrazy. Piąte pudło było zaopatrzone we wszystkie prezenty które dostałam, wliczając w to piękną bransoletkę z symbolami wody i księżyca. Od razu ją ubrałam. Było jeszcze szóste pudło. Byłam przekonana, że nie mam więcej rzeczy, ale gdy je otwarłam zauważyłam coś ważnego. Były tam dwie rzeczy dobrze zapakowane. Jedną z nich był mój kryształowy krzyżyk. Zdziwił mnie fakt, że kolory kryształów uległy zmianie. Każdy przybrał kolor danego Klejnotu Magii. Ciekawe, że o nim zapomniałam .. Drugą rzeczą było małe pudełeczko. Gdy je otwarłam oczy mi się rozszerzyły. Znajdowało się w nim kilka par małych klipsów na uszy. Kształty to : kropla wody, płomień, nutka, chmura, wieniec laurowy, tarcza z podkową na tle, Słońce i Księżyc. Szybko podeszłam do lustra i ostrożnie przypięłam sobie parę klipsów z emblematem nutki. Jako człowiek uwielbiałam nosić kolczyki, więc możliwość noszenia klipsów tutaj, w Equestrii bardzo mnie zadowolił. Po chwili zastanowienia związałam włosy w warkocz. Wyglądałam wtedy jeszcze słodziej. Gdy spojrzałam na pudła znowu straciłam humor. Podeszłam do każdego z nich i zaczęłam się w końcu wypakowywać.
   Po dwóch godzinach nareszcie pudła były puste, a mieszkanie wyglądało o niebo lepiej. Nie było "surowe" ale ładnie urządzone. Byłam dumna ze swojego efektu. Przynajmniej pracę miałam już za sobą i mogłam się zrelaksować podczas czytania. Na całe szczęście nie miałam chwilowo żadnych odwiedzin, więc mogłam w spokoju poczytać.
   Poczytałam chyba z pół godziny. I mimo, iż chciałam poczytać dłużej ktoś musiał mi przerwać.
<Szlag.. Kto tym razem?>
Otworzyłam drzwi. W nich stał..
<Fuck.>

***

- Strife? To tutaj robisz? - spytałam najnormalniej jak umiałam.
- Hej, mnie też cię miło znów zobaczyć. - odparł z uśmiechem na twarzy.
- No tak, przepraszam.. Wejdź proszę.
Wprowadziłam Strifa do salonu i usiadliśmy razem na sofie.
- Ale tak na serio, co cię tu sprowadza? - spytałam poważnie.
- Dowiedziałem się, że przeprowadziłaś się do Cloudsdale i po prostu postanowiłem cię odwiedzić.
- To miłe... Pytanie. Nie wyglądam trochę.. No nie wiem, dziwnie?
- Słyszałem w radiu o tobie, nie sposób cię nie poznać.
- Ehh..
Zapanowała długa, niezręczna cisza.
- Umm.. Ładnie się tu urządziłaś..
- Heh, dziękuję..
I znowu cisza..
- J-jesteś dziś zajęta? - spytał niepewnie.
- Nie, mam cały dzień wolny.. A o co chodzi?
- Wiesz, może gdzieś wyj..
- Bardzo chętnie. - odpowiedziałam szybko, uśmiechając się cały czas.
- Serio? - spytał zaskoczony.
Pokiwałam pyszczkiem.
- A gdzie chciałabyś pójść?
- Sama nie wiem, myślałam, że masz jakiś plan..
- I mam. Chodź ze mną.
Strife wstał i powoli wyleciał z mieszkania. Szybko ruszyłam za nim.
- Piękna dziś pogoda.. Piknik? - spytał w locie.
Podfrunęłam bliżej niego.
- Chętnie. - odpowiedziałam z entuzjazmem.
Ogier zmienił tor lotu, kierował się na jakieś wzgórze, bardzo wysokie wzgórze.. Po dwóch minutach wylądowaliśmy na samym szczycie. Gdy się rozejrzałam zauważyłam rozłożony koc a na nim przekąski, picie, kwiaty.
<A mogłam się nie zgadzać!!!>
- Usiądź. - powiedział spokojnie wskazując na koc piknikowy.
- Umm.. Dobrze.
Usiadłam szybko i popatrzyłam się na Strifa. Wyglądał na lekko zestresowanego, nawet jeśli mówił ze spokojem w głosie. Krople potu zaczęły spływać mu po czole. Rozbawiło mnie to. Bałam się, że to ja cały czas będę zestresowana, a było całkowicie odwrotnie. Westchnęłam cicho i położyłam się na kocu. Zaczęłam obserwować niebo, chmury. Nagle poczułam jak coś mnie dotknęło w kopytko. Okazało się, że Strife położył się obok mnie i chwycił swoim kopytkiem moje kopytko. Zarumieniłam się lekko, ale nic nie powiedziałam.
<Nawet ciołek wpadłby na to, że mu się podobam.. Tylko czemu? Z tego co wiem księżniczki mają największe branie. Choć Rarity na pewno zawróciła w głowie niejednemu ogierowi... Ale tu każda klacz jest ładna, ba.. jest piękna, więc czemu Strife nie mógł wybrać pierwszej lepszej klaczy?!>
- Wiesz... - rozpoczął, ale szybko się wycofał.
- O co chodzi? - spytałam niepewnie wciąż wgapiona w niebo.
Zamknęłam oczy. Poczułam jak Strife puścił moje kopytko, ale po chwili umieścił w nim coś innego. Otworzyłam oczy. Strife uśmiechnął się do mnie czule, a gdy spojrzałam w bok znalazłam przy sobie kwiaty. Na dodatek moje ulubione, herbaciane róże.
- A-ale skąd.. Skąd wiedziałeś?
- Wybrałem je przypadkowo, ale najwyraźniej bardzo trafnie.
Odwzajemniłam uśmiech.
- Nie wiem z jakiej to okazji, ale dziękuję.
- A to musi być okazja żeby ogier dał pięknej klaczy bukiet kwiatów?
<PIĘKNEJ?!>
- Jestem przyzwyczajona do tego, że jest..
- Cóż.. Więc dzisiaj chyba minął ósmy dzień od naszego poznania się.. Taka okazja warta jest jakiegokolwiek uczczenia, nie sądzisz?
- Taa.. Dobry powód nie jest zły..
<I on to jeszcze liczy?!>
   Spędziliśmy tam jeszcze kilka dobrych godzin. Jedliśmy, śmialiśmy i ścigaliśmy się.. Były nawet zawody w jedzeniu muffinek! Bawiłam się naprawdę dobrze. A przy okazji ucieszyłam się, gdyż już po kilku minutach Strife całkiem wyluzował, nie stresował się. Jego nastrój udzielił się też mi, więc mogłam w pełni cieszyć się jego obecnością..
- Wiesz.. Dawno się tak nie bawiłam.. - odparłam leżąc plackiem na ziemi.
Strife cały czas krążył nade mną, najwyraźniej jeszcze nie zmęczony. Ja tylko lekko westchnęłam i zamknęłam oczy.
- Hmm.. Jeśli chcesz możemy to kiedyś powtórzyć. - zaproponował.
- Baaardzo chętnie. A wiesz może która godzina?
- Emm, w pół do dziewiętnastej.
- Szlag.. Bardzo cię przepraszam ale muszę już iść. Mam sporo do zrobienia..
- Nie no, oczywiście. Rozumiem.. - odparł rozczarowany.
Widząc jego reakcje podeszłam do niego dałam mu dużego, ciepłego hug'a. Najwyraźniej to pomogło, bo szybko się rozpromienił. Pomachał mi nawet kopytkiem na pożegnanie gdy odlatywałam.

***

Spokojnie weszłam do mieszkania. Byłam trochę zmęczona, więc pierwsze co zrobiłam to udałam się do sypialni. W niej znalazłam miłą niespodziankę. Nad swym gniazdem krążył chyba nieszczęśliwy mały sokół. Gdy go zobaczyłam od razu podbiegłam do niego i przytuliłam się. Flier bardzo ucieszył się na mój widok. Jego minka : (^v^) na to wskazywała. Po chwili zauważyłam mały liścik przypięty do jego szyi. Szybko ją odczytałam. 
"Przepraszam, że nie oddałam ci go osobiście, ale śpieszyło mi się, a nie wiedziałam gdzie jesteś. Zostawiłam ci także "karmę", która bardzo mu smakuję. Patrz : Kuchnia." Podpisu nie było.
Poleciałam do kuchni. Na podłodze leżały dwie torby z karmą dla Fliera. Ucieszyłam się, gdyż problemów z jedzeniem mieć nie powinnyśmy. Postanowiłam się nieco zrelaksować. Długa kąpiel, dobra książka, spokojna muzyka. Taaak, spędziłam naprawdę przyjemne chwilę i nim się spostrzegłam doszła godzina dziesiąta.
- Ale ten czas szybko leci, prawda Flierku? - zapytałam na pół żywa.
Mój pupil krótko zaskrzeczał, jak gdyby chciał powiedzieć "Tak, to prawda."
Zaśmiałam się cicho i wygodnie rozłożyłam się na łóżku.
<Och, gdyby każdy dzień był tak udany jak ten dzisiejszy..>
Nie zdążyłam się nawet przykryć kocem a już zasnęłam..


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz