Opowieści z Equestrii - Dzień 13, czyli "Wszystko i nic".

No i jedziemy z tym koksem. Kolejny dzień. Dość długi, tak myślę. A to chyba dobrze, prawda? Mogę nawet powiedzieć, że to jeden z moich najdłuższych dni! Cóż..Ostatnie dni były króciutkie w stosunku do tego. Więc, póki co jestem z siebie dumna... i chyba Flier też ^v^


Opowieści z Equestrii - Dzień 13

Niedziela
Pobudka : 6:46
Tego właśnie dnia spałam dość długo. Przynajmniej 8 godzin, jeśli nie 9.. I mimo, iż tyle spałam nie czułam się wypoczęta, rześka. Umysł się przyćmił i nie mogłam nic na to poradzić. 
<Chyba porządny posiłek i długa przebieżka powinny pomóc..>
Tak więc przygotowałam herbatę, kilka kanapek, sałatkę i nawet małe owsiane ciasteczka na słono z dipem. Myślicie, że to dużo? Jeszcze zobaczycie, że mogę więcej :) Tak więc, zjadłam co zjeść miałam, zleciałam na ziemię i przebiegłam kilka kilometrów. Sześć, siedem, coś koło tego. Całkiem zgrzana, gdyż Słońce paliło niemiłosiernie, poszłam poszukać czegoś do picia, ale znalazłam coś znacznie lepszego. Nieduże jeziorko blisko potężnego dębu. Na jednym z jego gałęzi zawieszona była lina. Zaśmiałam się szeroko i wskoczyłam na linę. Pobujałam się chwilę i z impetem wpadłam do wody. Ona była na szczęście przyjemnie chłodna. Popływałam z godzinkę, i odpoczęłam chwilkę na trawie. Dawno nie pływałam i najwyraźniej wyszłam z wprawy.
<Tia.. Ciekawe. Ja "niby" alikorn miałam być od wody? To prawda, że z żywiołów najbardziej lubię wodę, ale co to ma do rzeczy! Ja się po prostu nie nadaję... Co im w ogóle strzeli..>
Nagle usłyszałam okrzyki radości dochodzące z Ponyville. Postanowiłam to sprawdzić i pogalopowałam prosto do miasteczka.

***

Gdy znalazłam się na rynku nieco się zdziwiłam. Na rynku odbywała się jakaś zabawa, ale z faktu iż za nimi nie przepadam (Tak, jestem nudna. Tak, jestem typem samotnika. - Do zapamiętania!) po prostu wyminęłam kilka kucyków. Myślałam, że bez problemowo wrócę do siebie, ale przez przypadek wpadłam na zaczytaną Twilight. Po jej minie wywnioskowałam, że też nie jest zbytnio zaciekawiona zabawą. Gdy wstałam - gdyż upadłam.. Daa! - pomogłam również Twilight wstać i pozbierać książki które upuściła.
- Przepraszam, niezdara ze mnie. - odparłam szybko.
- Nie, nic się nie stało. Też zbytnio nie uważałam...
- Co tak czytasz i co to za impreza? - spytałam trochę głośniej, gdyż zabawa się rozkręciła.
- Meh, Sparkler obchodzi dzisiaj urodziny i Pinkie oczywiście zajęła się wszystkim.. A to? - spojrzała na unoszoną przez nią książkę. - To mój najnowszy nabytek. Księżniczka Luna przysłała mi jedną z jej ksiąg o astronomii. Naprawdę interesująca lektura.
- Hmm.. A masz inne książki o astronomii w bibliotece? - spytałam zaciekawiona.
- Pewnie. Jeśli chcesz to mogłabyś pójść ze mną i chętnie pokażę ci kilka wartych przeczytania.
- Chętnie.
Podskoczyłam radośnie i podążyłam za Twilight. Od razu gdy ruszyłyśmy fioletowa klacz ponownie zagłębiła się w lekturze. Kilka razy nawet torowałam nam drogę bo nie było możliwości bezpiecznego przejścia. Ale po momencie dotarłyśmy do biblioteki. Spokojnie weszłyśmy do środka. Po pomieszczeniu krzątał się Spike. Twilight wyjęła pyszczek z książki i podeszła do jednego z regałów.
- A więc.. - klacz przylewitowała trzy książki w różnych oprawach. - Ta czerwona pt. "O konstelacjach i innych zbiorach" jest pełna zagadnień o konstelacjach. Często z niej korzystam, posiada naprawdę niezły zbiór zdjęć i szkiców. Następna, czarna "Gwiazdy, ciała niebieskie", jak sama nazwa wskazuje ma mnóstwo opisów ciał niebieskich. I ostatnia, granatowa - "Astronom - pośród gwiazd". Nie jest to typowa książka o astronomii. Jest to bardziej dokument. Nie będę nic więcej zdradzać, niż to, że jest tam wzmianka o Lunie. Hmm.. Zainteresowana?
- Jak najbardziej! Chętnie poczytam je wszystkie.
- W takim razie trzymaj. Nie będą mi chyba potrzebne na ten czas..
- Mogę się gdzieś tu ulokować? Wolałabym zacząć czytać je tutaj..
- Pewnie! - Twilight przylewitowała sporych rozmiarów poduszkę i stoliczek. Obie te rzeczy ulokowała przy oknie. Na stoliku ostrożnie odłożyła książki. Spojrzała na mnie radośnie i uśmiechnęła się. Ja tylko cicho westchnęłam i usiadłam spokojnie na poduszce.
- Dziękuję..
- Nie ma sprawy. A teraz pozwól, że cię opuszczę. Pójdę na górę i będę kontynuować czytanie tej księgi. Ale jeśli czegoś sobie zapragniesz zawsze masz Spike'a. On chętnie ci pomoże.
- Mam nadzieję, że nie będę sprawiać kłopotów..
- Skądże znowu, czuj się jak u siebie.
Twilight kiwnęła głową i wyszła schodami na górę. Ja odwróciłam się szybko i otworzyłam pierwszą książkę, a potem następną, a potem następną. Na czytaniu zeszło mi cały, naprawdę cały poranek. Może to was nie zdziwi, ale najbardziej spodobała mi się księga "dokumentalna". Jej główny bohater, fabuła, cała akcja, poboczne postaci.. Czytało się to naprawdę przyjemnie. Ale spokojnie, nie jestem typem Twilight, nie czytam z prędkością światła. Każdą z książek skończyłam czytać w połowie. I gdy postanowiłam opuścić bibliotekę poprosiłam Twilight o zaznaczenie tych stron na których skończyłam i odłożenie gdzieś tych trzech książek w ustronne miejsce, bym mogła je szybko następnego dnia znaleźć.
<Na pewno znajdę jutro czas na dokończenie każdej z nich..>
Spike obył się z jakimiś zamówieniami, miał czas wolny. Tzn. czas wolny na drzemkę. I mimo, że nie raz chciałam się napić herbaty to jak zauważyłam jak słodko usnął na sofie na dole nie miałam serca go budzić o taką błahostkę. Cicho i spokojnie wyszłam zadowolona z biblioteki.

***

Przechadzając się po miasteczku zobaczyłam wiele nowych kucy. Były bardzo ciekawe i bardzo dziwne.. Po i zachowaniu mogłam wywnioskować, że to inne OC-ki, takie jak ja, siostra. Tylko nie były z Polski, ze Świata. Posiadały historię taką jaką napisał im twórca. Wiem to, gdyż jeden mnie zaczepił i zaczął konwersacje. Szybko jednak zakończył naszą rozmowę teleportacją. Ruszyłam dalej. Nie wiedziałam gdzie dokładnie idę, do momentu gdy.. usłyszałam muzykę. Znajomą mi muzykę.
- Te basy, te wszystkie stample.. - powiedziałam cicho.
Od razu pogalopowałam do źródła dźwięku.
  Sprzęt dj-owski był położony stosunkowo niedaleko, ale kłopotem był tłum oblegający go. Musiałam się po prostu ryć, a wielu kucom to się nie spodobało. Ale gdy tylko znalazłam się przy konsolecie zobaczyłam ją, Vinyl Scratch. Była w swoim świecie, wyglądała jakby była w transie. Coś niesamowitego.. Chciałam do niej podejść, pogadać, ale powstrzymałam się. Nie chciałam jej "budzić". Wyszłam z tłumu i usiadłam z boku na ławce. Chciałam poczekać, aż skończy.
   Minęło około dwadzieścia minut i występ się skończył. Automatycznie ruszyłam w jej stronę. Pakowała właśnie sprzęt do toreb, ale nie wyglądała na skupioną na tym co robi. Weszłam na podest.
- Umm.. Cześć. - odparłam cicho.
Vinyl westchnęła.
- Występ się już skończył, przyjdź później..
- Emm, tak pewnie.. P-przepraszam, że ci przeszkodziłam..
Odwróciłam się, spuściłam pyszczek i odeszłam. Ale tylko kawałek. Spostrzegłam, że Vinyl spojrzała na mnie i szybko podbiegła w moją stronę.
- Dazzling? Dazzling Rhythm? - spytała nagle.
Kiwnęłam twierdząco głową.
- Na Celestie, przepraszam! Mam dzisiaj nerwowy dzień.. - powiedziała na jednym wdechu.
- Spokojnie, nic się nie stało.. Chciałam tylko pogadać..
Usiadłyśmy razem na ławce. Miałam tyle pytań, w stylu : Jak tworzysz muzykę? / Długo ci to zajmuje? / Kiedy dostałaś swój znaczek? / Czy Octavia to twoja przyjaciółka? ITP. Odpowiedziała chyba na wszystkie pytania które jej zadałam. To był taki mały wywiad na żywo. Po krótkiej chwili chyba się zaprzyjaźniłyśmy , miałyśmy wiele wspólnego. W pewnym momencie nagle poprosiła mnie bym podeszła z nią do jej rzeczy na scenie. Chciała mi coś dać. Zdezorientowana wypełniłam prośbę. Vinyl otwarła jedną ze skrzyń. Gdy ujrzałam jej zawartość serce mi stanęło. W środku znajdowało się chyba ze trzydzieści par słuchawek i mp4. Zakryłam pyszczek kopytkiem, nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam.
- Cóż, w trasie dostaję wiele gadżetów od fanów.Trochę się już tego uzbierało. Od pewnego czasu to ja rozdaję prezenty fanom. Zauważyłam, że jak rozmawiałyśmy o muzyce ty tak.. promieniałaś. Szczerze, to myślę, że są spore szanse na znaczek związany z muzyką u ciebie. Ale jakoś trzeba zacząć. - biała klacz uniosła magią parę pięknych, niebieskich słuchawek nausznych i turkusową mp4. - To jedne z moich ulubionych. Chcę je dać tobie.
- A-ale.. J-ja.. Nie mogę tego przyjąć..
Ale Vinyl nic nie sobie chyba z moich słów nie zrobiła. Szybko nałożyła mi słuchawki na szyję, a mp4 przypięła do lewego kopyta. Wszystko do siebie popodpinała i uśmiechnęła się.
- I żeby nie było. Nie trzeba mi dziękować, to naprawdę drobiazg. I btw. Mp4 ma 15 GB na karcie pamięci, więc nie martw się o miejsce na piosenki.
- Umm.. Vinyl? Co oznacza to "WR" na słuchawkach? - spytałam niepewnie.
- To inicjały mojej drogiej przyjaciółki Wild Rap. Pochodzi z Manehattanu i jest jedną z najlepszych twórców elektroniki w całej Equestrii! Ale spokojnie, mam od niej jeszcze jedną parę słuchawek, tą złotą.
- W-wow..
Czy to będzie zdziwienie jak powiem, że popłakałam się ze szczęścia i uściskałam Vinyl? Jeśli tak, to kij. Zrobiłam to. Nie podziękowałam słownie, ale "fizycznie". To białej klaczy w zupełności wystarczyło. Vinyl, jeszcze zanim odleciałam nauczyła mnie obsługi urządzeń, żebym nie bawiła się z tym przez cały dzień. Byłam jej bardzo wdzięczna, za... za wszystko, po prostu za wszystko. I z żalem na sercu ją opuściłam.. Tych wszystkich emocji było po prostu za wiele, musiałam odpocząć. Podleciałam do pierwszej, lepszej chmurki, ułożyłam się wygodnie i odpłynęłam w sen..

***

Drzemka była tym czego potrzebowałam. Z tego co pamiętam spałam około dwóch godzin, więc narzekać nie mogłam. Wstałam szybko i poszybowałam przed siebie. Potrzebowałam porządnego power'a. I po takim kwadransie w locie poczułam przypływ energii. Postanowiłam zwolnić i spojrzeć na godzinę. Było wpół do siedemnastej. 
<Trochę już późno.. Ale ten czas mi dziś zleciał!>
*rumble rumble rumble*
<I do tego jestem głodna.. Merp (>.<)>
Rozejrzałam się po okolicy. Mój wzrok przykuła mała restauracja, ale w mig dotarło do mnie, że nie mam kasy. Zrezygnowana wróciłam do domu.
   Flier'a wciąż rozpierała energia, chciał się bawić i tylko bawić. Szybko nasypałam mu całą miskę karmy i udałam się do kuchni. Lecz nagle przed moimi kopytkami pojawił się mały płomień, a następnie list. Szybko przeczytałam jego zawartość.
" Cześć! Jeśli to czytasz to znaczy, że udało mi się wysłać do ciebie list! *Buźka* Fuck yeah! Tzn.. Jeśli nie masz nic przeciwko to wpadnę do ciebie za.. nie wiem, pół godziny? Muszę ci wszystko opowiedzieć! Dawno nie rozmawiałyśmy.. Podpis: Laurel. P.S. No bo kto inny niby? *Dwie buźki* "
- Oh Natsu.. No, to przydało by się tu ogarnąć i zrobić coś do jedzenia.
I jak powiedziałam tak zrobiłam. Wytrzepałam chmury, poukładałam książki, pościeliłam łóżko.. Poza tym nie było więcej roboty. Nie byłam typem bałaganiary. Następnie wzięłam się za przyrządzenie posiłku. Rozejrzałam się po lodówce i szafkach.
- Hmm.. papryki, jajka, makaron, sery.. Ha! Już wiem! Makaron z sosem paprykowym! Proste, szybkie i smaczne.
[Wyjęłam trzy rodzaje papryki - żółtą, czerwoną i zieloną, makaron, oliwę, przyprawy, garnek i patelnię oraz miskę. Ugotowałam makaron i przełożyłam go do miski, skropiłam oliwą. Potem przygotowałam i usmażyłam posiekaną w paski paprykę z ząbkiem czosnku, oliwą i rozmarynem. Następnie wszystko oprócz rozmarynu i czosnku połączyłam i posypałam oregano.] Całość zajęła mi około 35 minut. Gdy już przełożyłam danie do półmiska do mieszkania zapukał jakiś kucyk. Zdjęłam z siebie fartuch i podeszłam do drzwi. Momentalnie gdy je otworzyłam na szyję rzuciła mi się Laurel.
- Umm.. Cześć Nata. - powiedziałam półgłosem.
Natsu puściła mnie z objęć i weszła do środka.
- Przepraszam, że nie wysłałam wiadomości wcześniej, ale za późno się tego nauczyłam i miałam spore problemy na początku. No ale w końcu się udało! - odparła na jednym wdechu pełna entuzjazmu.
- Hej, jesteś głodna? - spytałam nagle.
- Pytanie! Nic nie jadłam od godzin! Co masz?
Makaron z sosem paprykowym. -  odparłam dumnie.
- Super.
Podałam na środek stołu półmisek z makaronem i obydwie rozsiadłyśmy się wygodnie na krzesłach. Nata nałożyła go sobie oraz mi i zaczęłyśmy jeść. Podczas posiłku panowała błoga, ale nie niezręczna cisza.
  Po umyciu naczyń usiadłyśmy razem na kanapie. Byłam bardzo ciekawa o czym Nata chciała mi opowiedzieć.
- Więc.. O czym chcesz mi opowiedzieć? - spytałam spokojnie.
- Ouu, no tak! Dostałam się na zajęcia z magii defensywnej i ofensywnej! - Laurel praktycznie to wykrzyczała.
- To wspaniale!
Zaśmiałam się i uściskałam przyjaciółkę.
- Mam świetnego nauczyciela, to Weapon Backs. Były gwardzista. Jest niesamowity, tak wiele wie i ma wspaniałe podejście do całej naszej klasy. Dziś dzięki niemu nauczyłam się wytwarzać barierę ochronną! Powiedział, że widzi we mnie potencjał. Chyba będę jego ulubienicą.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę. 
- No, to u mnie wiesz co słychać.. A co tam u ciebie? I skąd masz te słuchawki? Są extra!
- U mnie nic specjalnego.. Umm, dzięki. Dostałam je od jednej z najlepszych muzyków w Equestrii. To nic takiego..
- Hmm.. Dobra, skoro tak mówisz..
I zapanowała niezręczna cisza...
- Umm, Asia.. Mogłybyśmy przenieść się na Ziemie?
- Ale w sensie?
- No wiesz.. do domu.
- No tak. Potrzebujesz tej rzeczy do wytworzenia portalu, zapomniałam.. Już przynoszę krzyżyk i lecimy.
- Serio? Tak.. po prostu?
- A czemu nie? Lepiej czasu nie marnować.
Po tych słowach wbiegłam do sypialni i wzięłam w kopytko kolorowy krzyż na rzemyku. Z szyi zdjęłam słuchawki i a zawiesiłam naszyjnik. Wróciłam do Naty, stanęłam obok niej, wzięłam ją za kopyto i mocno się skoncentrowałam. Bez magii wytworzenie portalu poszło znacznie trudniej. W pewnej chwili krzyżyk zaczął świecić białym światłem, a następnie wystrzelił wiązkę światła na dwa metry przed nami. Minutę później portal był już gotowy. Wzięłam jeszcze szybko mp4 i słuchawki i wraz z Natsu przeszłam przez portal.

***

Świat, który znałam przez całe kilkanaście lat tak szybko się zmieniał. A mimo, iż minęły tylko niecałe dwa tygodnie ludzie umieją tęsknić jakby minęło kilka lat.. Gdy wreszcie znalazłyśmy się w Krakowie poczułam się dziwnie normalnie. Co z tego, że przez ostatnie dni nie miałam palców i chodziłam na czterech nogach. Gdy stanęłam na dwóch poczułam się sobą, gdy poruszyłam palcami wszystko co było rano zdawało się być nieludzkie. Bo takie było >.< Widząc świat w normalnych konturach uśmiechnęłam się. To nie było moje pierwsze przejście przez portal od dostania się do Equestrii ale było najciekawsze. Sprawdziłam czy z Natsu wszystko w porządku. Na szczęście była cała. Gdy rozejrzałam się chwilę zauważyłam, że jesteśmy przed moim domem. Wolałam być przed jej drzwiami do mieszkania, ale skoro tak... Przeszłam wraz z nią przed próg mojego domu. To, że mój pies mnie bardzo radośnie przywitał, a rodzice skarcili i płakali to wam odpuszczę - NUDY! >.> Ale opowiem wam co się działo później..Gdy wypuściłam się z objęć rodziców postanowiłam, że przegram sobie moją muzę na mp4, w końcu po to ją wzięłam. Następnie wymknęłam się szybko rodzicom i poszłam z Natą na mały spacer po mojej miejscowości - Liszkach (Tak, mieszkam w Liszkach - do zapamiętania!). Potem lody, a później jazda autobusem do Krakowa. W końcu Nata też chciała zobaczyć rodziców, przyjaciół - lepszych ode mnie! Żeby nie było ;) - a poza tym, żeby wrócić do Equestrii potrzebowała "tego czegoś". Po półgodzinnej podróży autobusem a następnie godzinnej podróży tramwajem dotarłyśmy do Kurdwanowa - miejsca gdzie jest jej dom .. mieszkanie. I znów NUDY! Płacz, szlabany, tulenie, płacz i ten teges..Następnie szukanie "tego czegoś". Po krótkich negocjacjach tym czymś został klip na ucho ze srebrnym, zawieszonych na dole krzyżykiem. 







--- Jakby ktoś sobie tego nie mógł wyobrazić. To tylko szkic, ale i tak przepraszam za jakość >.<


Potem szybkie zorganizowanie się i powrót do domu. Natsu chciała jeszcze zostać, spędzić więcej czasu z najlepszą przyjaciółką, ale ja już chciałam wracać, a wiedziałam, że Nata sama portalu jeszcze nie stworzy. Wiem, że nie postąpiłam wobec Naty właściwie, nie tak robią przyjaciele.. Ale wiedziałam, że tak będzie lepiej. Gdy będzie w stanie sama wytworzyć portal niech robi co chce. Tylko wtedy, ja po prostu chciałam spędzać jak najmniej czasu na ziemi, chciałam uciec od wszystkich problemów.. Więc. Ponowne skupienie i przejście przez portal...

***

Znów poczułam się dziwnie, ale nie tak jak przedtem. To uczucie było po prostu dziwne. Nagle opadłam z impetem na cztery kopyta. Na szczęście nie straciłam pełnej równowagi. Przeszłam się chwilę po pokoju, tak samo jak Laurel. Spojrzała na mnie smutnym wzrokiem. To było za ciężkie. Ale spokojnie, nie poryczałam się. Uroniłam tylko jedną, dużą łzę, która spłynęła po moim prawym policzku. Odwróciłam się od niej, nie mogłam spojrzeć jej w oczy. Wyolbrzymiłam sprawę? Może..
- Umm.. Asia. To ja.. lepiej już pójdę.. - powiedziała półgłosem.
Ale zanim zdążyłam się odwrócić, coś powiedzieć Natsu użyła zaklęcia teleportacji. Opuściłam uszka i położyłam się w sypialni na łóżku. Flier lekko zaniepokoił się, ale zapewniłam go, że wszystko jest w porządku. Przez ból głowy - wywołany najwyraźniej chodzeniem między światami - nawet nie poczułam jak na szyi mam zawieszone słuchawki. Gdy je zobaczyłam podskoczyłam jak poparzona.
<Ale o nie dbam...Fuck it!>
Gdy je dokładnie obejrzałam westchnęłam z ulgą. Były nienaruszone.
<Z tego co pamiętam muzyka zawsze pomagała mi, w każdej sprawie. Może i teraz da radę...>
Powoli i ostrożnie założyłam słuchawki na uszy. Były niesamowicie wygodne. Podniosłam mp4 i włączyłam pierwszą lepszą piosenkę. Trafiłam na Long Way From Equestria, moją pierwszą fandomową piosenkę, którą odsłuchałam.. Ach te wspomnienia *^* Rozłożyłam się wygodnie na łóżku i pogrążyłam się w piosence. A potem w następnej i następnej i następnej.. Nie miałam nawet możliwości snu, chciałam posłuchać każdej z taką samą uwagą. Tak długo ich nie słuchałam...
   Po około godzinie słuchania muzyki usłyszałam pukanie do drzwi. Niechętnie wygramoliłam się z pierzyny i podeszłam do drzwi. Gdy je otworzyłam nie ujrzałam żadnego kucyka, jedynie małą różę lewitującą tuż przed moim pyszczkiem. Po obejrzeniu jej zauważyłam małą karteczkę schowaną w płatkach kwiatu. Ale zanim ją wzięłam w kopytka ona również przylewitowała przed moje oczy. Magia wydawała się być koloru złotego. Przeczytałam zawartość.
"Kolacja? Dziś o wpół do ósmej , w jadalni królewskiej. Mam nadzieję, że nie odmówisz takiemu zwykłemu pegazowi jak ja.. Proszę ~ <3"
- C-co?! Cholera! Ale spokojnie, Aśka spokojnie... Wdech i wydech. Wdech i wydech! Która godzina?! Za piętnaście siódma, okay.. Mam jeszcze czas! Flier! - pogalopowałam do niego. - Znów wychodzę, wrócę późno. Bądź grzeczny i siedź tu spokojnie. Proszę.
Wzięłam szybko swoje juki, w które zapakowałam kilka monet, butelkę wody i różę z liścikiem i szybko wyleciałam z mieszkania.

***

Wylądowałam z impetem przed butikiem "Karuzela". Rarity była jedyną która mogła mi teraz pomóc. Najspokojniej jak mogłam zapukałam do drzwi. Po kilku sekundach moim oczom ukazała się biała klacz z fioletową grzywą. 
- Dobry wieczór Dazz? Co cię tu sprowadza? - spytała radośnie.
- Przepraszam, że wpadam tak nagle ale potrzebuję twojej pomocy. - odpowiedziałam zdyszana.
Wyciągnęłam delikatnie różę i liścik, a następnie przekazałam je Rarity. Klacz z pokerową twarzą przeczytała zawartość listu i spojrzała na mnie.
- Ouuu.. Ale to wspaniałe! - Rarity aż podskoczyła z miejsca. - Takie romantyczne.. Musisz mi o nim wszystko opowiedzieć!
- Umm, cóż. Nazywa się Strife, Strife Blow. Wysoki, szary pegaz z granatową grzywą. Mieszka w Canterlocie.
- No, no. Niezła szycha.. Mów dalej..
- Jest.. wrażliwy, zabawny, przyjacielski, kochany.. Radosny, choć przeżył wiele.. Odważny.. Wczoraj spędziliśmy razem całe popołudnie. Wydawał się być taki miły, taki otwarty.. Dał mi kwiaty, moje ulubione róże herbaciane. Były też zawody w jedzeniu muffinek... Bawiłam się naprawdę dobrze.. - mówiłam cały czas czerwona na twarzy.
- Teraz to jasne. Jesteś w nim po uszy zakochana moja droga. I wychodzi na to, że on też!
- CO?! Nie! Pewnie, że... A kogo ja oszukuję! Tak lubię go, może jestem w nim zauroczona. Ale, żeby od razu go kochać? Chyba nie..
- Ale zauroczona jesteś! Zawsze jakieś uczucie! Powiedz, szczerze. Chcesz dziś wyglądać olśniewająco na tej randce? I tak, to jest randka, nawet nie zaprzeczaj.
- Ehh... Tak, chcę. - odparłam z opuszczonym pyszczkiem.
- W takim razie świetnie trafiłaś. Mamy trochę czasu, więc spokojnie zrobię z ciebie najpiękniejszą klacz w Canterlocie. To znaczy.. Przynajmniej na dziś wieczór. - Rarity zaśmiała się. - Poczekaj tu na mnie, pójdę przynieść potrzebne rzeczy. Może nawet zdążę coś uszyć!
Biała klacz w podskokach zniknęła za jakimiś drzwiami. Ja miałam tylko ochotę krzyczeć, drzeć się najgłośniej jak mogę, ale.. nie mogłam, po prostu nie mogłam.. Usiadłam zrezygnowana na plocie i ukryłam pyszczek w kopytkach.
   Rarity wróciła po kilku minutach. Miała mnóstwo materiału, nici, igieł i innych tego typu rzeczy.
- Mogłabyś ustawić się na podeście? Muszę cię zmierzyć..
- Oczywiście..
Zgodnie z prośbą weszłam na podest. Starałam się cały czas uśmiechać, ale wargi mówiły "Nope". Po prstu stałam tam nieruchomo z neutralną miną. Rarity była tak skupiona, że nawet nie zauważyła, że coś jest nie tak. Całe szczęście, wolałam wtedy ciszę, zero pytań...
   Minęło pięć minut. Rarity ustaliła moje wymiary, więc mogła zacząć projektować. Kilka kresek i kilka spojrzeń na mnie później, klacz miała gotowy projekt. gdy go zobaczyłam oczy mi zalśniły.
- Jest piękna! Cudowna! - odparłam w zachwycie.
- Bardzo się cieszę, że ci się podoba. - Rarity powiedziała z dumą. - No to, zabieram się za szycie!

***

Szycie, jak to szycie. Długie i monotonne. Ja wam oszczędzę całego opisu.. Wygląd sukni :
(suknia nie należy do mnie, jest wykonana dla całkiem innej osoby, ale po prostu bardzo mi się spodobała i musiałam, po prostu musiałam jej użyć!.. no i oczywiście w tej sukni są otwory na skrzydła, żeby nie było.)
Wracając..
Rarity uśmiechała się od ucha do ucha na widok sukni. Mnie też bardzo się spodobała, i na całe szczęście była bardzo wygodna, więc nie miałam problemów podczas lotu. Mimo, że czułam się trochę zawstydzona musiałam przyznać, że wyglądam całkiem ładnie. Ba! Bardzo ładnie. Na koniec, gdyż starczyło czasu Rarity zrobiła mi prostego kłosa. Nie lubiłam wydziwianych fryzur, to nie było w moim stylu. Gdy już byłam gotowa spojrzałam na zegarek. Było pięć po siódmej.
<Kurde, trochę późno..>
- Przepraszam Rarity, ale powinnam już lecieć. Nie chciałabym się spóźnić.. - odparłam nagle.
- Ależ rozumiem, kochana. Jesteś już gotowa, więc idź. Nie zatrzymuję cię. - powiedziała z uśmiechem.
- Może jeszcze dziś do ciebie wpadnę, kto wie..
- Jeśli będą jakieś problemy to wpadaj śmiało! Zawsze chętnie cię przyjmę.
Na pożegnanie uściskałam ją mocno i wyleciałam z butiku, zostawiając u niej juki na przechowanie.

***

W kilka minut doleciałam do Canterotu. Wszystko wyglądało normalnie. Elita przechadzała się dumnie po uliczkach, gwardziści pilnowali porządku.. Normalka. Z tego co pamiętam leciałam wysoko, nie chciałam się rzucać w oczy. Wylądowałam tuż przed samym wejściem do wnętrza zamku. Ostrożnie zapukałam do drzwi. Odczekałam kilka minut, a następnie weszłam do środka przez otwarte drzwi - uchylone przez jednego z gwardzistów. Tzn. myślę, że to był gwardzista, nie przyjrzałam mu się..
   Wnętrze wydawało się być mroczniejszym niż zapamiętałam. Lampy zostały przyciemnione, a nocne niebo tylko pogłębiało ten efekt. Na szczęście dobrze pamiętałam gdzie była jadalnia, więc szybko pokłusowałam w jej kierunku. W niej światła były zupełnie zgaszone. Jedyne światło dawała niewielka świeczka na środku stołu. Nad nią lewitowała mała kartka. Tym razem magia była czerwona. Odczytałam jej zawartość.
"Przepraszam za zamieszanie, ale musiałem przenieść kolacje do górnego tarasu."
<Fuck.. A bo ja wiem gdzie jest ten taras?! .. Chociaż chwila. Kiedyś chyba przechodziłam obok drzwi do dolnego tarasu! Gdy spojrzałam przez nie zauważyłam, że nad nim jest jeszcze inny taras, trochę z prawej. Jeśli odnajdę dolny i polecę na górne piętro w podobnym miejscu powinien być górny! Jestem genialna! Yay!>
Jak pomyślałam tak zrobiłam. Myślałam nad zabraniem świeczki, ale korytarze były na tyle jasne, że mogłam widzieć gdzie lecę. Wzbiłam się więc w powietrze i poleciałam do wyznaczonego miejsca.
   Kilka chwil później znalazłam się przed drzwiami do górnego tarasu. Ale zanim zdążyłam do nich wejść zauważyłam coś przez jedyną szybę w drzwiach w drzwiach. Księżniczka Luna, Celestia, Steamly i Strife rozmawiali o czymś, chyba istotnym. Mieli trochę poważne miny. Strasznie chciałam usłyszeć o czym konwersowali, ale ściany były za grube. Nagle księżniczki użyły zaklęcia teleportacji, a Strife jedynie westchnął i spojrzał na zegarek. Postanowiłam zapukać, nie chciałam tam tkwić bezczynnie. Ogier zareagował odskoczeniem w tył jak poparzony. Uśmiechnęłam się i weszłam do środka.

***

- Cieszę się, że już jesteś. - odparł zestresowany.
- Ja również się cieszę. 
Ciszaaaaaa.....
- Więc..Ał! - podskoczył i spojrzał się za siebie - Tzn.. Łał, ślicznie wyglądasz..
- Umm.. Dzięki..
- Może usiądziemy?
- P-pewnie..
Strife wskazał mi miejsce przy stoliku, odsunął siedzisko, i skinął głową. A ja, jak na damę przystało usiadłam tak elegancko jak tylko mogłam. On również usiadł, po przeciwległej do mnie stronie. Zauważyłam, że cały czas się patrzył w to miejsce gdzie przedtem, w wieżę obserwacyjną. Gdy tam patrzyłam nikogo nie widziałam. Nie przejmowałam się tym jednak.
- Co chciałabyś zjeść? Wiesz, jest w czym wybierać.. - powiedział nagle chyba już nieco mniej zestresowany.
- Hmm.. A co proponujesz?
- Słyszałem, że robią tu naprawdę dobre naleśniki z serem.. Wiem, że to nie jest jakoś wykwintne danie, ale..
- Bardzo chętnie je zjem! Też za nimi przepadam.
- Umm.. Spójrz! Jaka piękna noc! - Strife nerwowo wskazał na nocne niebo.
Powoli odwróciłam się w tył i popatrzyłam w wskazane miejsce. Nawet nie miałam pojęcia, że Strife daje sygnał do ukrytych na wieży księżniczek.

[  Na wieży obserwacyjnej  ]

Księżniczka Celestia i księżniczka Steamly cały czas nerwowo krzątały się po balkonie.
- Tia! Czy naprawdę musiałaś go ciągnąć za ten ogon?
- Przepraszam, przepraszam...Siostro, czy coś się tam w ogóle dzieje? Strife daje jakieś sygnały? - spytała nagle Celestia.
- Nie, póki co nie.. Chwila! Strife daje znak! Steamly, leć do kucharza. Danie 3.  - odpowiedziała szybko.
- Już się robi.
Siostra zasalutowała i wyleciała z wieży.
- Myślisz, że coś z tego będzie? - spytała Luna.
- Oczywiście! Przecież widzę to gołym okiem. Zakochani są w sobie i tyle. - odpowiedziała stanowczo. - Ale jest trochę mało romantycznie..
Po krótkim namyśle Luna wykombinowała całkiem niezłą rzecz. Celestii również spodobał się ten pomysł.

[  Na tarasie  ]

Wstałam i podeszłam do barierki tarasu.
- Tak, masz rację. Dzisiejsze nocne niebo wygląda wyjątkowo przepięknie.. - odparłam rozmarzona.
Usłyszałam jak Strife wzdycha. Nie byłam pewna co to znaczyło. Odwróciłam się i - prawie - dostałam zawału serca. Tuż przede mną pojawił się ogromny bukiet róż, unoszony przez niebieską magię. Jak duży? Był tylko trochę mniejszy ode mnie, a szeroki  jak dwa kucyki, więc tak, był naprawdę duży. Ale nie to mnie najbardziej interesowało. Chodziło o kolory. Róże były w niebiesko granatowe paski. Pośród nich były powsadzane małe białe różyczki. Cały ten efekt dawał obraz gwiaździstej nocy. Czy mi się spodobały?
<Oh my..>
Tak, BARDZO spodobały. Od razu poszłam przytulić Strife'a, to był naprawdę piękny prezent.
- Dziękuję. - wyszeptałam.
Odwzajemnił uśmiech. Kątem oka zobaczyłam jak Strife się szeroko uśmiecha i cały czas spogląda na wieżę.

[  Na wieży obserwacyjnej  ]

- Ha! Wiedziałam, że to zadziała! - wykrzyknęła uszczęśliwiona Luna.
- Tak, udało ci się.. - Celestia spojrzała na taras czułym wzrokiem. - Ten wieczór dobrze się zaczął.
Nagle na stanowisko przyleciała Steamly, z deczka zdyszana.
- W-wszystko... załatwion.. Wszystko załatwione! Kucharze są w drodze.. C-czy coś przeoczyłam? - spytała cały czas dysząc.
- Raczej nie, ale zobacz. - odparła Luna cicho chichocząc.
Szara alikorn podeszła do balustrady i spojrzała na dwa przytulające się kucyki. Uśmiechnęła się lekko.
- Sami tak?
- Nie, z małą pomocą. - Luna zrobiła nacisk na "małą".
- Dziewczyny, patrzcie! Przynieśli jedzenie! - wykrzyczała nagle Tia.

[  Na tarasie  ]

Nasz uścisk przerwało pukanie w drzwi. Szybko odwróciliśmy się w tamtą stronę. W kucyku za drzwiami rozpoznałam jednego z kucharzy. Gdy ten wszedł oboje wróciliśmy do stołu.
- Zgodnie z zamówieniem, naleśniki z serem. - odparł kucharz.
Uniósł z metalowego wózka dwa pełne talerze i sztućce, po czym odszedł bez słowa.
- Mmm.. Wygląda apetycznie. - spojrzałam wielkimi oczami na talerz pełen naleśników.
Strife tylko się uśmiechnął i zaczął je pałaszować. Od razu się do niego dołączyłam.
A już po chwili - cisza...

[  Na wieży obserwacyjnej  ]

- Meh, nic nie mówią.. Nie powinni ze sobą rozmawiać podczas posiłku? - spytała Steamly.
- Zależy, czy chcą. Nie którym to przeszkadza.. Może na razie ich zostawmy i poczekajmy na dalszy rozwój wydarzeń. Gdy się coś zacznie dziać.. - odpowiedziała Luna.
- Ale i tak czegoś brakuje.. - dodała Celestia.
- Muzyka! - odparła nagle Steamly. - Asia uwielbia muzykę! Powinnyśmy dodać jakiś nastrojowy utwór do ich kolacji!
- Chyba wiem, czego trzeba.. - róg Celestii zabłysł złotą poświatą. Po dwóch sekundach obok niej znalazła się niewielka skrzynka wypełniona płytami winylowymi, po czym wyjęła z niej jedną, z czarno białą okładką. - Tego właśnie szukałam.. Ta płyta zawiera bardzo nastrojową muzykę, będzie idealna. Wiem, że pochodzi z twojego świata Steamly.
Ułożyła ją na gramofonie i po chwili do ich uszu zaczęła dobiegać piękna melodia..
- Tak, to jest to. - Steamly uniosła gramofon i przeteleportowała go na taras. - Teraz już nic nie zepsuje ich randki..
- Siet! Dazz się tu znowu popatrzyła! - wykrzyknęła Luna.

[  Na tarasie  ]

Omal się nie zakrztusiłam gdy usłyszałam tą melodie. Soundtrack do "Romeo i Julii" jest naprawdę charakterystyczny.. Spojrzałam ponownie na wieże.
<O Luno.. Jak wy się daleko jeszcze posuniecie?!>
- Strife, mam pytanie..
- Tak? - spytał zdziwiony.
- Księżniczki obserwują nas z wieży, prawda?
- Tia..
- Uciekamy?
- Bardzo chętnie.
Oboje uśmiechnęliśmy się i szybko poszybowaliśmy w górę.
- Kierunek? - spytał.
- Butik "Karuzela".

[  Na wieży obserwacyjnej  ]

- Uciekają! - krzyknęły wszystkie naraz.
Celestia jednak szybko obmyśliła plan.
- Luna. Jesteś szybka, leć za nimi. Steamly. Leć do Cloudsdale, może właśnie tam lecą. Ja przeszukam Canterlot. I cały czas zostajemy w kontakcie, dobrze.
Cała trójka skinęła głowami i pofrunęła w przeciwne strony.

***

Pościg okazał się być.. ciekawy. Luna może i nas nie doganiała, ale cały czas za nami podążała. Próbowaliśmy ją zgubić, lecz moja suknia stanowiła niezłe obciążenie. Po prostu lecieliśmy prosto do Ponyville. 
  Na ostatniej prostej uciekaliśmy wszystkimi możliwymi uliczkami, byle by znaleźć się w butiku ale i zgubić księżniczkę Lunę. I obie te rzeczy nam się udały. Pogalopowaliśmy wprost do docelowego budynku. Strife szybko zapukał i złapał oddech. Automatycznie drzwi się otworzyły i - najwyraźniej - magią zostaliśmy oboje zaciągnięci do środka. 
- Skąd ja wiedziałam, że przyjdziesz.. 
- Rarity! Dzięki, dzięki, dzięki! - pogalopowałam i uścisnęłam białą jednorożec.
- To drobiazg. - Fioletowo grzywa klacz spojrzała na Strife'a. - Ty to pewnie Strife, czyż tak?
- Zgadza się.
- Chodźcie za mną, przetrzymam was tu na jakiś czas. 
Rarity ruszyła w stronę kuchni. Oboje ruszyliśmy za nią. 
- Umm..Przepraszam, ale czy mogłabym zdjąć ta suknie, a zabrać moje juki?
- Ależ oczywiście moja droga.
Odłączyłam się od nich i poszłam do przebieralni.

-

Luna wciąż szukała naszej dwójki po całym Ponyville. Niektóre kucyki trochę się zaniepokoiły wizytą księżniczki, ale zważając na porę dnia.. Tak czy siak, szukała nas, ale bez skutecznie. Poinformowała pozostałe o naszej obecności gdzieś w Ponyville i wzniosła się ku górze. Usadowiła się wygodnie na chmurze i obserwowała.

- 

Atmosfera w kuchni Rarity tylko wydawała się być naturalna. Strife był trochę.. zestresowany w obecności białej klaczy. Ale Rarity promieniowała radością. 
- Wybacz, że taka cicha teraz się zrobiłam, ale muszę się skupić na pieczeniu.. - odparła tak nagle, że szary pegaz omal co nie zaliczył epickiego fail'a na ziemię. 
Klacz zachichotała cichutko i wróciła do przyrządzania masy na ciasto. 
   Po chwili wróciłam do nich już bez sukienki, lecz cały czas z grzywą zaplecioną w kłosa i jukami.
- Już jestem! Uf, trochę ta sukienka jest ciężka do ściągania. - spojrzałam na ogiera. Widząc mnie uśmiechnął się nerwowo. - Strife, czy wszystko w porządku?
- P-pewnie. Muszę tylko chwilę ochłonąć, to wszystko.
Rarity bez zastanowienia nawet nie patrząc podała mu butelkę zimnej wody. Pegaz szybko ją pochwycił i opróżnił połowę jej zawartości. Był to po prostu komiczny widok. Odwróciłam momentalnie głowę i wzięłam głęboki wdech.
- Powiecie mi może przed kim tak uciekaliście? - spytała Rarity wlewając ciasto do formy.
- Przed księżniczką Luną. - odparł.
- Serio? Dość nietypowe zagranie z ich strony..
- Przez całe nasze spotkanie obserwowały nas z góry. To było z dziebka krępujące...
- Rozumiem... A zgubiliście ją?
- Tak, praktycznie w ostatniej chwili. Teraz pewnie patroluje okolice.
- Nie wiem coście wykombinowali ale igracie z księżniczką Nocy, współwładczynią Equestrii. Żeby to tylko nie poszło w gorszą stronę.
- O to bym się nie martwiła. Pośród jej grupki, oprócz Celestii jest moja siostra. Wiem, że nie możemy przesadzać, ale takie akcje są po prostu takie zabawne. Szczerze? Nie wiem czemu nas uczepiły. Ale wiem, że nie odpuszczą szybko. - dodałam.
- Trzeba by was jakoś przetransportować stąd do Cloudsdale, bez wiedzy księżniczki, ale jak?
- Teleportacja? - spytał Strife.
- Tyle, że ja nie dam rady. Ale.. wiem kto dał by radę. Dajcie mi chwilę, zaraz wracam.
Rarity wstawiła momentalnie ciasto do piekarnika i wybiegła z butiku.
   Wróciła po około pięciu minutach. I nie była sama.
- Dazz! - zawołała gdy tylko weszła do butiku. - Mam tu kogoś kto wam pomoże.
Chwyciłam swoje juki i razem ze Strife'm wybiegłam z kuchni i stanęliśmy przed dwoma klaczami.
<Twilight? Bogu dzięki!>
- To.. Zaklęcie teleportacji dla tych dwojga? - spytała lawendowa klacz.
- Tak, do centrum Cloudsdale i na obrzeża Canterlotu. - odparłam szybko.
- Hę? - Strife popatrzył na mnie z zdziwioną miną.
- Nie chcę cię narażać na zobaczenie przez Lunę, a, że pewnie księżniczka Celestia poleciała obserwować Canterlot nie możesz tak nagle do niego przylecieć. Na obrzeżach może cię nie zauważyć.
- Ale w Cloudsdale pewnie patroluje księżniczka Steamly, nie możesz się pojawić nagle w centrum! 
- Poradzę sobie, przecież mam tą białą grzywę. Łatwo zamaskuję się w chmurze.
- Nie, Twilight. Przenieś ją także na obrzeża. Biel twojej grzywy może tylko zwrócić jej uwagę.
Rarity i Twilight biernie obserwowały na naszą konwersacje. Wyglądały tak jak gdyby zaraz miały wybuchnąć śmiechem. 
- Hola, hola. Dość. - odparła Twilight najbardziej poważnie jak mogła. - Czyli Dazz na obrzeża Cloudsdale, a szanownego pana na obrzeża Canterlotu, tak?
- Tak, tylko na wschodnią część jeśli można. - dodał.
Twilight kiwnęła porozumiewawczo głową.
- To.. Do zobaczenia. - odparłam , na pożegnanie.
- Taa, do zobaczenia... - ogier spuścił wzrok.
Popatrzyłam na niego czule i szybko dałam mu dużego, ciepłego hug'a. Strife odwzajemnił uścisk. Po chwili puściliśmy się, a Twilight zaczęła przywoływać zaklęcie teleportacji. Nie trwało to długo. Już po chwili znalazłam się w Cloudsdale.

***

Leciałam kilka centymetrów nad chmurami, nie chciałam robić nic co mogło by zwrócić uwagę mojej siostry. Okazało się, że biernie obserwowała całe miasto. Musiałam być bardzo ostrożna. Ale byłam od niej bardziej zwinniejsza, więc zawsze to było coś w razie gdyby mnie zobaczyła. Lecz nie chciałam ryzykować. Pofrunęłam do swojego mieszkania najszybciej jak umiałam. Wślizgnęłam się do środka i odetchnęłam z ulgą. Ale i tak zawał był blisko. W samym środku mieszkania stał ten ogromny bukiet róż, który dostałam wieczorem od Strife'a. Był umieszczony w wielkim, czarnym wazonie. Nad nim lewitowała karteczka. Zawartość : "Poddajemy się.." .
<Ciekawe..>
Przesunęłam go bardziej pod ścianę by mi nie przeszkadzał. Od razu szanse na pokazanie się znalazł Flier, który próbował wylądować na bukiecie. Plan zakończył się fiaskiem i lekkim skaleczeniem. Przestraszyłam się, gdyż nie miałam doświadczenia w leczeniu zwierząt, ale on zdawał się nic z tego nie robić wystarczył mały plasterek na ukłutą łapkę i malec znów latał po całym pokoju.
- To co mały, wypad do lasu jutro po pracy? 
Flier usiadł mi na uniesionej przedniej nodze, zaskrzeczał głośno i otarł się pyszczkiem o mój policzek. 
- To chyba znaczy tak. 
Zaśmiałam się tylko i ruszyłam ku łazience. Marzyłam o prysznicu.
   Świeża i pachnąca ulokowałam się w łóżku. 
<Tyle się dziś wydarzyło! A jutro rano do pracy.. Obym wytrzymała.>
Gdy przypomniałam sobie cały tamten dzień po prostu się uśmiechnęłam. To było takie.. fajne. Takie chaotyczne. Miałam tylko nadzieję, że następny dzień nie będzie taki zwariowany... Zasnęłam.




Jestem dumna! Tak cholernie dumna! 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz