Taak.. Ja też się tego nie spodziewałam, ale wzięłam się za siebie i zrobiłam to, napisałam kolejny dzień.. Przy okazji, nie będę opisywać wszystkiego co przydarzyło mi się w pracy. Czasem to będzie nawet w stylu "wyszłam do pracy.. w pracy spędziłam kilka godzin i wróciłam do siebie".. bo to, że rozdawałam drinki i przekąski może najmniej interesować, a swojego czasu tracić nie będę. I może kiedyś, jak będzie mi się na maxa nudziło to zrobię rzut mieszkania, czemu nie.
Opowieści z Equestrii - Dzień 11
Tego dnia obudziłam się bardzo wcześnie. Słońce nie wstało jeszcze ponad horyzont. Mimo, iż czułam się wyspana nie chciało mi się wstać spod ciepłego koca. Przeniosłam wzrok w górę. Nade mną szybował malutki Flier, najwyraźniej już pełen sił. Ja tylko uśmiechnęłam się w jego stronę i czekałam na pierwsze promienie Słońca. Miałam nadzieję, że to one w końcu przekonają mnie do wyjścia z tej nie zbyt wygodnej sofy. Tak też się stało, już po chwili wstałam na równe kopytka. Gdy tylko się przeciągnęłam usłyszałam niesamowity szelest moich kości. Sofa musiała być naprawdę mało wygodna. Podeszłam do lustra. Grzywa jak i ogon też były w ubłaganym stanie, ale kilka minut wystarczyło by je doprowadzić do porządku.
Zeszłam powoli po schodach na dół.
- Nata, czy coś się stało?
- Nie, to nic takiego.. Przygotowana? Potrzeba ci czegoś? Stresujesz się? - spytała szybko.
- Spokojnie, nic mi nie potrzeba. Poradzę sobie, dzięki.
- No wiem, wiem.. Ale możesz przecież zrezygnować. Praca kelnerki to chyba nie twoje marzenie..
- Ale od czegoś muszę zacząć. Nie wiem czemu się tym tak wszyscy przejmują, przecież to tylko praca.
- Taaa.. "Tylko"...
- Mam prośbę.. Pomożesz mi zapiąć juki? - spytałam niepewnie.
- Oczywiście!
Steamly szybko chwyciła moje juki i zapięła je wystarczająco ciasno.
- Dziękuję... Wiesz, muszę już chyba zmykać. Czas mnie goni.
- Pewnie, rozumiem. Powodzenia.
- Dziękuję. - podeszłam do siostry i dałam jej duży uścisk. Po czym wyleciałam z pokoju.
Zeszłam powoli po schodach na dół.
***
- Dzień dobry Dazz. - odparła księżniczka Celestia.
Wchodziłam właśnie do jadalni gdy jej głos zabrzęczał w moich uszach.
- Ouu.. Witaj księżniczko. - ukłoniłam się i uśmiechnęłam lekko.
- Wyspana?
- Powiedzmy..
Usiadłam na krześle i rozejrzałam się po stole. Zatrzymałam wzrok na misie ze świeżą sałatką. Nabrałam jej cały talerz, po czym nalałam sobie herbaty.
- Gotowa na pierwszy dzień pracy? - spytała nagle Celestia.
- Chyba tak.. Nie czuję stresu.
- To dobrze. - spojrzała na mnie czule. - Wiesz.. Naprawdę mi przykro, że tak to musiało się potoczyć. Z jednej strony chciałabym żebyś została, ale jednak nie chcę ci tego robić.. Wiem jak bardzo chcesz być niezależna..
- Księżniczko, nie ma o czym mówić. Jestem już duża, powinnam nauczyć się samodzielności jak najszybciej. Nawet jeśli będzie mi trudno.
- Miałam nadzieję, że tak to przyjmiesz.. A teraz jedz, musisz mieć dużo sił. Ja już pójdę, mam sporo audiencji już z samego rana. Do zobaczenia.
Skinęłam głową i przez chwilę patrzyłam jak księżniczka opuszcza pomieszczenie. Z apetytem zaczęłam pałaszować sałatkę.
Z zapałem rozpoczęłam zapakowywanie moich juk. Książka, dwa jabłka, kilka monet, termos z herbatą. Tyle do szczęścia było mi potrzebne. Spojrzałam na Fliera.
- Kochany, wiesz, że chciałabym cię wziąć ze sobą, ale nie mogę..
Mały sokół podfrunął do mnie i pomiział mnie swoim dziobkiem po szyi. Uśmiechnęłam się.
Obliczyłam, że do clubu mam ok. 15 minut. Zerknęłam na zegar. Było pięć o szóstej.
<Idealnie, zostanie mi trochę czasu na zintegrowanie się.>
Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Po chwili do pokoju weszła moja siostra. Wyglądała na przejętą.- Nata, czy coś się stało?
- Nie, to nic takiego.. Przygotowana? Potrzeba ci czegoś? Stresujesz się? - spytała szybko.
- Spokojnie, nic mi nie potrzeba. Poradzę sobie, dzięki.
- No wiem, wiem.. Ale możesz przecież zrezygnować. Praca kelnerki to chyba nie twoje marzenie..
- Ale od czegoś muszę zacząć. Nie wiem czemu się tym tak wszyscy przejmują, przecież to tylko praca.
- Taaa.. "Tylko"...
- Mam prośbę.. Pomożesz mi zapiąć juki? - spytałam niepewnie.
- Oczywiście!
Steamly szybko chwyciła moje juki i zapięła je wystarczająco ciasno.
- Dziękuję... Wiesz, muszę już chyba zmykać. Czas mnie goni.
- Pewnie, rozumiem. Powodzenia.
- Dziękuję. - podeszłam do siostry i dałam jej duży uścisk. Po czym wyleciałam z pokoju.
***
Szybowałam prosto do Cloudsdale znaną mi drogą. Ominęłam kilka chmur, wyminęłam kilka pegazów, aż w końcu znalazłam się w tym wspaniałym, latającym mieście. Wylądowałam na jednej z chmur i pokłusowałam ku clubowi.
Już po kilku minutach znalazłam się przed drzwiami budynku. Przy nich czekała Lighting Bolt. Gdy mnie ujrzała uśmiechnęła się.
- No proszę, myślałam, że nie przyjdziesz. - odparła.
- Heh.. A jednak, jestem. Idziemy?
- Oczywiście.
Klacz jednym machnięciem kopytka otworzyła drzwi do clubu. Powoli weszłyśmy w jego głąb.
W środku znajdowało się kilka kucyków - dwie klacze i trzech ogierów. Jeden ogier stał za ladą, drugi ubrany w białą koszulę rozmawiał z jedną z klaczy ubraną w identyczną koszulę, a trzeci układał krzesła przy stolikach. Był też klacz sprzątająca podłogę. Wszyscy wyglądali na pochłoniętych swymi zajęciami. Dopiero nasze wejście skłoniło ich do spojrzenia w inną stronę.
- Cześć Lighting Bolt! Widzę, że przyszłaś z nówką, co? - spytał ogier za ladą.
- Cześć Silver! Ta, to Dazzling Rhythm. Chyba ją rozpoznajecie?
Wszyscy nagle skierowali wzrok na mnie.
<Piórwa mać.. Musiała?>
- Umm.. Cześć. - odparłam cicho.
- Łał, więc jednak to prawda. - powiedział nie jaki Silver. - Cóż.. Witamy w naszych skromnych progach. Nazywam się Silver Drink i jestem kierownikiem tego clubu. Pozwól, że przedstawię cię reszcie załogi.
Reszta pracowników i Silver zbliżyli się do mnie.
- Mnie i Lighting Bolt już znasz. A więc nasza parka - Lullaby i Sound Rumble to nasi muzycy. Odpowiadają za rozrywkę w clubie. Mamy również dj-a Wild Beat'a i kelnerkę Cherry Leaf. Ja, póki co odgrywam rolę barmana, a Lighting jest naszą informatorką i czasami nawet elektrykiem. To zabawne jak jesteśmy zżyci. Mam nadzieję, że szybko się tutaj.. zadomowisz.
Uśmiechnęłam się szeroko i ruszyłam ku grupce nowo poznanych kucyków. Po krótkiej wymianie zdań z każdym pegazem dowiedziałam się, że każdy miał ciekawą osobowość i był otwarty na innych. Ucieszyło mnie to. Już po chwili poczułam się między nimi swojo. Nagle do clubu weszli pierwsi goście. Zostawiłam na zapleczu juki i szybko podbiegłam do Silvera.
- Dobra, spokojnie. Teraz po prostu siedź blisko lady. Cherry będzie zbierać zamówienia, a ty je przynosisz danemu stolikowi, dobra?
Skinęłam porozumiewawczo pyszczkiem.
- Wierzę, że dasz radę. Powodzenia..
- Silver! Tamta dwójka prosi o szklankę wody i butelkę Coli. - odparła pełna entuzjazmu Cherry.
- Już się robi. - powiedział szybko. Sprawnie przygotował zamówienie i podał mi je na metalowej, okrągłej tacy. Uśmiechnęłam się i żwawym krokiem ruszyłam ku pierwszym klientom.
***
Gdy skończyłam pracę w clubie była godzina siedemnasta. Byłam naprawdę zmęczona, a wiadomość, że dziś nie będę spała w swoim łożu naprawdę mnie przybił. Taka praca mi odpowiadała, ale żeby tak całe życie.. Nigdy. Na dodatek takich dwóch się upiło, miodzio.. Podziękowałam wszystkim, odebrałam swoją zapłatę, zabrałam swe rzeczy i wyleciałam z budynku kierując się do Canterlotu. Nagle usłyszałam bardzo znajomy głos, wołał mnie.
<Luna?!>
Odwróciłam się powoli. Tak, to była księżniczka Luna.
- Witaj Dazz, nie przeszkadzam? - spytała czule.
Ukłoniłam się i podbiegłam bliżej niej.
- Ależ skąd księżniczko. Co tutaj robisz?
- Przyleciałam tu z nadzieją na znalezienie ci czegoś przytulnego. I chyba mi się udało.
- Hę?
- Pewien bardzo miły ogier sprzedał mi bardzo tanio bardzo wygodne mieszkanie. Płatność z góry.
- A-ale.. Ja nie mogę tego przy...
- Spokojnie, dla mnie to drobiazg. Proszę, przyjmij to jako prezent. Nic więcej.
Pojedyncza łza zakręciła mi się w oku.
- Dziękuję. - więcej z siebie nie wykrzesałam.
Luna objęła mnie swoim skrzydłem.
- Chodź, pewnie chcesz wiedzieć gdzie będziesz teraz mieszkać.
Szłyśmy uliczkami około dwie minuty, po czym zatrzymałyśmy się przed niskim budynkiem. Luna schowała skrzydło i kluczem otworzyła drzwi. Spokojnie się w nich zmieściła.
- Wejdź proszę.
Zgodnie z prośbą weszłam do środka. Wnętrze od razu mnie urzekło. Całość, mimo iż zbudowana z chmur wydawała się być bardzo przytulna. Znalazł się spory salon, kuchnia, łazienka, sypialnia, mały przedpokój.. Wszystko czego mi było potrzeba. Rozejrzałam się uważnie po każdym pomieszczeniu. Byłam zachwycona. Kilka łez spłynęło mi po policzku. Nigdy chyba nikomu nie byłam tak wdzięczna jak wtedy Lunie.
- Od razu mówię, że wszystkie twoje rzeczy przywiozą jutro. Dzisiaj pewnie nawet nie miała byś siły na cokolwiek..
- T-tak, pewnie masz rację. Jeszcze raz chciałabym ci podziękować. To naprawdę wiele dla mnie znaczy.
- Naprawdę nie ma za co, uwierz. - odparła czule i przytuliła mnie. - I wiesz co? Myślę, że twoi rodzice byli by z ciebie dumni.
Taa.. Nie wytrzymałam i najnormalniej w świecie popłakałam się. Tego było za dużo, po prostu za dużo. Ale szybko się uspokoiłam i uśmiechnęłam się lekko.
- Heh..
- Wiesz, jeśli chcesz to mogę tutaj jeszcze chwilę zostać. Mam jeszcze trochę czasu przed wzniesieniem Księżyca.
- Byłabym zaszczycona.
Razem z księżniczką usiadłam na sofie. Zagadałyśmy się trochę o chyba wszystkich możliwych sprawach. Opowiedziałam jej nawet o Strif'ie. Była bardzo zaskoczona, ale najwyraźniej mnie zrozumiała. To było bardzo miłe jak uważnie potrafiła słuchać.
Rozmawiałyśmy tak chyba z dwie godziny. Gdy Luna postanowiła już wrócić do zamku uściskała mnie mocno i ustaliła, że jutro się też zobaczymy, gdy tylko się zadomowię. Obserwowałam jak znika w głąb nieba. Otrząsnęłam się i lekko zdezorientowana podeszłam do lodówki. Dopiero wtedy zorientowałam się jak głodna byłam. Ku memu zdziwieniu lodówka była pełna. Znalazłam sałatę, pomidory, rzodkiewkę, sery. Chyba wszystko co mogłabym zjeść. Rozejrzałam się za chlebem. Na szczęście w szafce znalazłam cały bochenek, więc szybko wzięłam się za szykowanie kanapek. Gdy przyszykowałam sobie dwie spore kanapki pochłonęłam je wyjątkowo szybko. Na szczęście w termosie znalazło się jeszcze sporo herbaty, więc wyjęłam kubek i wypiłam wszystko w jedną chwilę. Mój żołądek się uspokoił. W jukach była jeszcze książka. "Nocna Furia - Tom I". Bardzo, ale to bardzo spodobała mi się już od pierwszych stron. Był to thriller, z domieszką kryminału. Głównymi bohaterami była Selena, bogata klacz z kryminalną przeszłością i jej brat, Solem, tajemniczy gwardzista w Kryształowym Królestwie. Pewnego dnia ktoś porywa ich rodziców. Nie przypuszczali, że to może ich zmienić na zawsze i odkryć drzemiące w nich potwory... Fajne, prawda? c: Odłożyłam ją na półkę. Ponownie przeleciałam wzrokiem do mieszkaniu. Zauważyłam drzwi do łazienki. Tak.. Marzyłam o kąpieli. Gdy weszłam zobaczyłam coś niesamowitego. Wanna i prysznic w jednym.
<Ale suuuuper!>
Szybko nalałam wody i wskoczyłam do wanny.
Po kilku minutach wyszłam z łazienki lśniąca i pachnąca. Cudowne uczucie.. Chciałam jeszcze coś poczytać ale zmęczenie wzięło górę. Zrezygnowana udałam się do sypialni i padłam na wygodne, chmurkowe łóżko. Nie musiałam czekać długo na zaśnięcie...
Rozmawiałyśmy tak chyba z dwie godziny. Gdy Luna postanowiła już wrócić do zamku uściskała mnie mocno i ustaliła, że jutro się też zobaczymy, gdy tylko się zadomowię. Obserwowałam jak znika w głąb nieba. Otrząsnęłam się i lekko zdezorientowana podeszłam do lodówki. Dopiero wtedy zorientowałam się jak głodna byłam. Ku memu zdziwieniu lodówka była pełna. Znalazłam sałatę, pomidory, rzodkiewkę, sery. Chyba wszystko co mogłabym zjeść. Rozejrzałam się za chlebem. Na szczęście w szafce znalazłam cały bochenek, więc szybko wzięłam się za szykowanie kanapek. Gdy przyszykowałam sobie dwie spore kanapki pochłonęłam je wyjątkowo szybko. Na szczęście w termosie znalazło się jeszcze sporo herbaty, więc wyjęłam kubek i wypiłam wszystko w jedną chwilę. Mój żołądek się uspokoił. W jukach była jeszcze książka. "Nocna Furia - Tom I". Bardzo, ale to bardzo spodobała mi się już od pierwszych stron. Był to thriller, z domieszką kryminału. Głównymi bohaterami była Selena, bogata klacz z kryminalną przeszłością i jej brat, Solem, tajemniczy gwardzista w Kryształowym Królestwie. Pewnego dnia ktoś porywa ich rodziców. Nie przypuszczali, że to może ich zmienić na zawsze i odkryć drzemiące w nich potwory... Fajne, prawda? c: Odłożyłam ją na półkę. Ponownie przeleciałam wzrokiem do mieszkaniu. Zauważyłam drzwi do łazienki. Tak.. Marzyłam o kąpieli. Gdy weszłam zobaczyłam coś niesamowitego. Wanna i prysznic w jednym.
<Ale suuuuper!>
Szybko nalałam wody i wskoczyłam do wanny.
Po kilku minutach wyszłam z łazienki lśniąca i pachnąca. Cudowne uczucie.. Chciałam jeszcze coś poczytać ale zmęczenie wzięło górę. Zrezygnowana udałam się do sypialni i padłam na wygodne, chmurkowe łóżko. Nie musiałam czekać długo na zaśnięcie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz