Opowieści z Equestrii - Dzień 6, czyli wszystko na mojej głowie..


Opowieści z Equestrii - Dzień 6


Poranek choć piękny i ciepły był dla mnie udręką. Praktycznie nic nie spałam, cały czas za to myślałam o koronacji.. Trzeba będzie wszystko przygotować. Zaproszenia dla gości, suknie, dekoracje, może jakieś zabawy dla gości po koronacji... Byłam pewna, że Natalia nie będzie chętna mi chociaż trochę pomóc, księżniczki też będą zajęte sprawami politycznymi, audiencjami itp. 
<Eh..Chyba zostałam z tym sama.>
Głowa mnie bolała, skrzydła dostały chwilowego skurczu.. Postanowiłam jednak nie tracić humoru przez takie błahostki. Wstałam powoli. Ledwo stałam na kopytach. Ogarnęłam się szybko i chwiejnym krokiem poszłam w stronę jadalni..

***

Moją drogę do celu zatrzymał mały wybuch pomarańczowego ognia. Przed moimi kopytkami znalazł się list. Szybko uniosłam go, przełamałam pieczęć i odczytałam zawartość.
"Cześć siostra. Wreszcie nauczyłam się pisać! Fajne uczucie umieć coś nowego bardzo porządnie.. Nie muszę ci tego tłumaczyć. Mam sprawę. Księżniczka Celestia uznała, że za trzy dni odbędzie się nasza koronacja. Prosi cię o zorganizowanie, chyba wszystkiego. Wiem, że to dużo roboty, ale wierzę, że dasz radę. P.S. Mogłabyś mi od razu załatwić suknie i ciasteczka z kremem waniliowym? Z góry dzięki."
<Skąd ja to wiedziałam.. Ale żeby Celestia faktycznie zostawiła wszystko na mojej głowie? To dziwne.. Albo fakt, że siostra nic nie będzie robić. Choć co do tego drugiego miałam pewność..Heh, no pewnie. Jeszcze mam jej pozałatwiać suknie i...Jpdl.>
Mimo sporej frustracji już o poranku, i ta wiadomość nie zniszczyła mi całego, dobrego humoru.
  Dotarłszy do jadalni usiadłam na krześle i - gdyż stół był znów zapełniony - zaczęłam śniadanie. Zaczęłam od kilku kanapeczek m.in. z sałatą, rzodkiewkami, marchewką i jakimiś kwiatkami. Następnie nalałam sobie cały kubek gorącej herbaty. Kanapki szybko zniknęły z mojego talerza, lecz herbata - gdyż była gorąca - musiała chwilę poczekać. Gdy już wypiłam ją całą pochwyciłam dwie czekoladowe babeczki z kremem i wróciłam do swojej komnaty.
  Przeszłam przez duże, kryształowe drzwi, usadowiłam się na tapczanie, chwyciłam pióro, kałamarz i zwój. Zaczęłam pisać list do Natalii.
" Ignis, nawet nie wiesz jak się cieszę, że wszystko zostaje na mojej głowie! Nigdy nie byłam szczęśliwsza. Przecież wiesz, że jestem no-lifem i nie potrzebuję tak wiele czasu wolnego jak ty.. Nie bój się, wszystkim się zajmę. Potrzebuję tylko listy zadań do wykonania i ruszam! .. Ouu, wracam jutro z rana. 
P.S. Proszę, zobacz co tam u Fliera, martwię się o niego. Twoja najukochańsza siostrzyczka, Aqua :**"
<Mam nadzieję, że zrozumie... Choć ten jej pusty łeb może nie pojąć aluzji!> - pomyślałam i zaklęciem wysłałam list.
Przybliżyłam do siebie juki i wyjęłam księgę do nauki zaklęć. Postanowiłam nauczyć się teleportacji. Początkami było bardzo ciężko, niewyspanie też mi nie ułatwiało zadania. To jedno, niby łatwe zaklęcie zabrało mi całe południe. Tak po czterech godzinach mogłam teleportować się na - według obliczeń - czterdzieści metrów. Przyznam, że dla mnie to było coś niesamowitego, przemieszczać się bez ruszania się w miejscu.. Nawet jeśli takowa nauka przychodzi ciężko. Po tym wszystkim był czas na godzinny trening wydolnościowy oraz szybki lot, którego liczyła ok. 10 km. Mimo, że byłam zmęczona musiałam dać z siebie wszystko. Nie chciałam przecież wyjść z wprawy.. 
   Niesamowicie zmęczona padłam plackiem na łóżko. Z juk wyjęłam wodę i za jednym zamachem pochłonęłam całą zawartość litrowej butelki. Nie minęła chwila a zasnęłam z wyczerpania.

***

Ze snu wybudziło mnie pukanie. Za pomocą magii otworzyłam drzwi.
- Aquo, jeste.. Czy wszystko w porządku? - spytała księżniczka Luna.
Spojrzałam na nią i szybko zeszłam z łóżka, próbując choć trochę nie przypominać wraku kucyka.
- Yyy.. Tak, wszystko w porządku. Jestem tylko.. trochę zmęczona.
- Strife pragnął cię powiadomić iż wyjeżdża dzisiaj. Ma sprawy w Canterlocie nie cierpiące zwłoki.
- Ouu.. No cóż. Jest jeszcze szansa się z nim zobaczyć?
- Oczywiście, ale jest na dworcu. Nie wiem czy zdążysz.. 
- Pięknie.. Na pewno nie dolecę na własnych siłach, teleportacja też odpada. Gdybym tylko nie zasnęła może..
- Spokojnie, zobaczysz się z nim jutro..
- No właśnie nie wiem, mam przygotowania do koronacji na swojej głowie. Celestia poprosiła mnie bym sama się wszystkim zajęła.. Zabawne, nieprawdaż?
- Cóż.. Moja siostra często tak robi. Chce po prostu sprawdzić czy rola księżniczki cię nie przytłoczy. Uwierz mi, dasz sobie radę z tym to i ze wszystkim.
- Mam nadzieję... - spojrzałam w stronę dwóch babeczek stojących na komodzie, szybko je pochwyciłam. - Chcesz może jedną?
Księżniczka przechwyciła jedną z babeczek.
- Dziękuje. I mimo iż chciałabym jeszcze chwilę z tobą porozmawiać to chyba położę się spać.. Jestem trochę zmęczona i widzę, że ty też.
- Taak... Zmęczona to mało powiedziane..
- Nie przeszkadzam więc, połóż się.
- Dobrze księżniczko.
Luna przed odejściem uśmiechnęła się do mnie. Ja - gdy tylko zauważyłam, że wyszła z komnaty - szybko wskoczyłam na łóżko i zdrzemnęłam się.

 ***

Chwila snu od razu mi pomogła. Czułam się o wiele lepiej niż rankiem. Nawet skrzydła mi odpoczęły na tyle bym mogła poćwiczyć jeszcze kilka minut. 
   Podczas lotu wokół pałacu o mało co nie spadłam z impetem na ziemie. Moją równowagę przerwał wybuch pomarańczowego ognia symbolizujący nadejście listu. Na szczęście zdążyłam wylądować i telekinezą przechwyciłam list. 
"Siostra.. Wiem o co chodzi, ale tak wredna, nawet listownie to ty być nie musisz! Rozumiem, że nie będzie ci łatwo, ale musisz dać radę. Celestia wyznaczyła do tego ciebie, nie mnie więc co ja mogę? Co do twojego pupila.. Miewa się dobrze i coraz częściej macha skrzydłami. Nie zdziwię się jeśli tuż po twoim powrocie zacznie śmigać ci po całym pokoju... I Celestia pozdrawia! P.S. Masz pomysł na tą rzecz dla mnie dzięki której będę mogła się teleportować między ziemią a Eustrią? "
<Ehh... Natalia, Equestrią!.. Taka rzecz dla niej? Może coś od Dawida? Jakieś kolczyki lub naszyjnik? Zabiję kiedyś siostrę, nie mogę się przez nią skupić!>
Rozłożyłam ponownie skrzydła i wzbiłam się w powietrze.
  Lecąc tak nad chmurami zauważyłam, że jedna z nich ma kolor.. czerwony? Zanurkowałam w dół by się jej bliżej przyjrzeć. Okazało się, że to nie chmura była czerwona a płatki róż leżące na niej. Pośrodku nich leżała mała, śnieżna kula otoczona lekko niebieską aurą. Unosiła się ona kilka milimetrów nad chmurą.
<Jakie to słodkie! ... Chwila. To niecodzienny widok. Przecież kryształowe kucyki to kucyki ziemskie.. A to oznacza.. To głupie, przecież Strife już odjechał a przecież on nie umie czarować.. Ale ta aura, jest tak znajo.. Cholera.>
Uniosłam lekko śnieżną kulę. Na samym spodzie było napisane "Myślałem, że się nie domyślisz."
<Jak on to.. Aaa! Mózg mnie od tego boli!>
Zmieniłam kierunek lotu i poleciałam w kierunku wejścia do pałacu.
   Gdy wszystko już układało się tak dobrze coś zawsze musi runąć, prawda? Nie ma świata gdzie wszystko jest idealne.. Weszłam do pokoju tak jakby uszło ze mnie całe powietrze, czułam się rozbita. W moim świecie nie zaznałam miłości.. Może i zaznałam, ale to było bardzo porządne zauroczenie.. Nigdy w życiu nie czułam się bardziej sfrustrowana. Cały czas zadawałam sobie pytanie - Czy Strife się we mnie zakochał? To było by dziwne, co nie? Nie żeby mi to przeszkadzało, ale.. Ja uważałam go tylko za przyjaciela, w tym cały problem.. Można powiedzieć, że me serce należało do innego.
<Jestem idiotką..> - to jedyne co wtedy było mymi myślami.
To spotkanie w kawiarni, kwiat we włosach, przyjazd tu specjalnie dla mnie, ten lot nad Kryształowym Imperium, i ta śnieżna kula pośród płatków róż.. Czy to nie było frustrujące? Nie wiedziałam co wtedy zrobić, czułam się.. Już sama nie wiedziałam jak się czuć. Jedyne co chciałam to się zapomnieć, zrobić coś by o tym nie myśleć..
PUK PUK.
<Jeszcze tego mi brakowało!>
- Proszę..
W komnacie znalazła się księżniczka Cadence, była dość smutna.
- Aquo, musimy porozmawiać..
- Ymm.. Dobrze.
- Czuję tu, w pałacu coś bardzo dziwnego. Jest to coś w rodzaju.. rozłamu psychicznego, jeśli mogę się tak wyrazić. I wiesz co? Źródłem tej energii jesteś ty.
- Nie do końca rozumiem.. Mam zły wpływ na Imperium?
- Jeszcze nie.. Wiesz, tutaj cały czas panuje miłość i równowaga. Sęk w tym, że coś ci siedzi na sercu, i ja muszę wiedzieć co.
- Ale..
- Aquo, proszę.
- Ehh.. Jeśli tak trzeba.. Cały kłopot w tym, że uważam iż Strife się we mnie... kocha. Ten kwiat, lot, kula śnieżna.. Ja już nie wiem co mam myśleć.. Wiesz, moje serce w pewnej mierze należy do innego.. Ale tylko w pewnej mierze.. A może już całkiem jest w mym sercu? Nie wiem! Czuję się zakłopotana bo do Strifa nic nie uczuję.. Jest naprawdę fajnym kumplem, przyjacielem.. Nic więcej.. A on może... To boli! - odparłam na jednym wdechu.
Cadence przez ten cały czas patrzyła się na mnie jak zaczarowana. Nic nie mówiła, nic się nie ruszyła tylko stała i się mi przyglądała. Gdy skończyłam mówić księżniczka uśmiechnęła się, podeszła do mnie i uściskała mnie w najbardziej kojący sposób. Przytulenie było tu lekarstwem na dosłownie wszystkie rany, a w szczególności na te psychiczne. Szybko odwzajemniłam uścisk.
- Twoje rozterki są całkowicie zrozumiałe, przecież to nie twoja wina, że masz uczucia.
- Czasem wydaje mi się, że bez nich było by prościej.
- Tylko wtedy byli byśmy bezużytecznymi robotami i prędzej czy później by już nas nie było. Przecież rozumiesz idee świata.
- Tak, to rozumiem.. Ale gdy tylko nie były tak bolesne.
- Nie które przecież są piękne i żyć bez nich trudno! To, że faktycznie są uczucia bolesne i choć przez nie cierpimy to one barwią nasz świat, nasz żywot.. Nie ma świata idealnego, organizmu doskonałego.. Więc, proszę nie obwiniaj siebie, nie obwiniaj Strifa. Obwiniaj tego kto nas stworzył..
- Wolę jednak nie obwiniać nikogo..
- Jeśli mogę spytać, to kto cię tak mocno zauroczył?
- Ehh..Pochodzi z mojego świata..
- No tak, mogłam się domyślić.. Wiem co potraficie wraz z Ignis zrobić. Czy to jego tu "przywołasz"?
- Chyba nie.. Nie mogłabym mu tego zrobić. Wiem, że choć zna Equestrie tak dobrze jak ja, to jednak ma swoje własne życie. Mam nadzieję, że szybko o mnie zapomni, zakocha się w kimś lepszym ode mnie..
- Oh Aquo.. - Cadence przytuliła mnie jeszcze mocniej.
- Tak wiem.. Co ze mną jest nie tak?

***

Po zakończeniu całkiem owocnej rozmowy z Cadence lekko nadszarpnięta równowaga w Kryształowym Imperium ustabilizowała się. Ja chcąc czy nie chcąc uczyłam się dalej. Księżniczka zaprowadziła mnie do biblioteki więc o dostęp do książek nie musiałam się martwić. Siedziałam tam ze cztery godziny.. Przeczytałam dwie całe książki i chciałam zacząć kolejną, ale fakt, że się ściemniło powstrzymał mnie do zagłębienia się w trzecią księgę. Nauczyłam się też z jednego zwoju przywoływać zaklęcie które przywołuje wspomnienia. Przyznam iż było całkiem pomocne. Zawsze gdy mogłabym posprzeczać z siostrą która to ma rację mogłam przywołać dany moment i już wiadomo! .. Wracając do dnia.. Ekhem. Szybko się ściemniło więc pogalopowałam do pałacu. W końcu dziś w nocy opuszczam Imperium..
   Spod bramy głównej teleportowałam się dokładnie do mej komnaty. Zapakowałam suknie i dodatki do pokrowca, a pokrowiec do torby, do juk spakowałam książki, zwoje i kałamarz. Sprawdziłam czy wzięłam wszystko, juki nałożyłam na grzbiet i wybiegłam przez drzwi.

***
Na dworcu dość mocno wiało, noc nie zapowiadała się być ciepła. Nie przeszkadzało mi to jednak, nie lubię upałów. Księżniczka Cadence przyszła na peron wraz ze mną i Luną by nas pożegnać. To było mile z jej strony.. Wkrótce pociąg przyjechał, więc musiałyśmy się rozstać. Obiecałam Cadence, że będę ją czasami odwiedzać. Btw, Jest naprawdę miłym kucykiem... Tak więc weszłam do osobnego przedziału, pomachałam Cadence na pożegnanie i wraz z pociągiem ruszyłam w stronę Canterlotu.
   Luna przez większość podróży wpatrywała się w swoje nocne dzieło. Z tego co pamiętam ja również, oczywiście do czasu mojego zaśnięcia. Ostatnie co pamiętam to to, że jak zasypiałam widziałam Lunę uśmiechającą się do mnie.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz