Opowieści z Equestrii - Dzień 8
Znowu nie spałam praktycznie nic, ledwo godzinę. Nie czułam potrzeby snu.. Nie wiem czemu, ale to może przez fakt tego co stanie się tego dnia. Nie żadnego innego, tylko właśnie dnia 8..
<Stracę moją królewskość, moją moc i szacunek u księżniczek.. Czy tego właśnie chcę?>
Przez kilka godzin krzątałam się po komnacie, po bibliotece, i nawet zaczęłam czytać kolejną część przygód Daring Do. Szybko mnie wciągnęła. Gdy może było koło czwartej położyłam się na tapczanie. Zaświeciłam przy sobie lampkę i bez żadnego powodu zaczęłam rysować.. Nagle usłyszałam jak ktoś wchodzi do biblioteki.
<Złodziej?>
Postanowiłam sprawdzić kto to. Lampkę zgasiłam i weszłam do biblioteki.Między regałami przechodziła księżniczka Luna. Była naprawdę skupiona, najwyraźniej chciała znaleźć szybko pewną książkę i wyjść. Teleportowałam się z powrotem do mojej sypialni, nie chciałam jej przeszkadzać. Znów zapaliłam lampkę i wróciłam do rysowania.
***
Dzień zapowiadał się deszczowo, ale pegazy zadbały by na koronację była piękna pogoda. Niechętnie zwlokłam się z łóżka, książkę odłożyłam na półkę i wyleciałam z pokoju w kierunku jadalni.
Gdy przeszłam przez próg jadalni zauważyłam, że przy stole siedzi księżniczka Celestia i moja siostra. Na przeciwko Ignis siedziała też Laurel i Dawid.
<Trzeba mu wymyślić imię..>
Stół nie był już pełen, widziałam kilka pustych talerzy porozrzucanych po stole. Podeszłam zdecydowanych krokiem do wolnego krzesła.
- Dzień dobry wszystkim!
- Dzień dobry Aquo. - powiedziały Celestia i Luna jednocześnie.
- Cześć Asia.
Powoli usiadłam na krześle obok Ignis i rozglądnęłam się po stole w poszukiwaniu czegoś dobrego. Wybrałam trzy kanapki z najróżniejszymi kwiatami, sałatkę z marchewką, rzodkiewką i sałatą i herbatę - chyba zieloną. Już miałam zacząć jeść gdy spojrzałam na siostrę. Wyglądała na bardzo smutną. Objęłam ją swym skrzydłem. Jej wzrok spoczął na mnie. Wyglądała tak jakby zaraz miała zacząć płakać, i to też prawie zrobiła lecz powstrzymała się. Wzięła głęboki oddech.
- Czemu... Czemu mnie tu zostawisz?
- Nata? O czym ty mówisz?!
- Czemu nie chcesz być alikornem?!
- Bo to nie jest to kim powinnam być. I zrozum, że cię tu nie zostawię!
- To nie odejdziesz..?
- Na razie nie. Ale później pewnie znajdę pracę, dom.. Nie będę wiecznie mieszkać w zamku!
- No wiem..
- Ale popatrz na to z innej strony. Usamodzielnisz się, będziesz żyć spokojnie u boku Dawida.
Siostra spojrzała na ogiera i uśmiechnęła się.
- Zrozumiałam. Dzięki.
Zerknęłam jak Laurel radzi sobie z jedzeniem. Przyznam, że naprawdę nieźle operowała widelcem i nożem. Uśmiechnęłam się lekko i wreszcie zaczęłam śniadanie.
Gdy już wszystko zjadłam zaczekałam na Laurel. Nie jadła dużo więc szybko skończyła i razem wyszłyśmy z jadalni.
- Jak tam pierwsza noc jako kucyk?
- Bardzo dobrze. Tutaj tak szybko usypiam. Spałam chyba z siedem godzin. Rozumiesz to? Siedem!
- Cieszę się, że spałaś dobrze..
- Asia, czy coś się stało?
- Nie. Wszystko w porządku.
- Ale nie wyglądasz za dobrze.
- Po prostu jestem przytłoczona tym co się dzisiaj stanie..
- Wnikać?
- Nie trzeba.. I tak wszystkiego dzisiaj się dowiesz, nie koniecznie ode mnie.
- Aha.. Mam pytanie. Czy będę rozmawiała z księżniczkami?
- Pewnie tak.
- Muszę się jakoś przygotować..
- Spokojnie, wyglądasz naprawdę ładnie.
- Heh.. Dzięki. Czesałam, lub bardziej próbowałam się rano uporządkować.
- Widać, widać..
- Czy mogę zadać jedno pytanie?
- Śmiało.
- Czy nie będziesz już alikornem?
- Ehh.. Tak, dzisiaj będę zwykłym kucykiem..
- Ale czemu? Przecież mówiłaś, że to alikornem chcesz być najbardziej, że Aqua to twój OC-ek.. Tak to się mówi? OC-ek?
- Tak, mówisz to poprawnie.. Faktycznie tak mówiłam, wiem o tym. Ale przybycie tu bardzo mnie zmieniło i po prostu Aqua nie jest moim odzwierciedleniem, i tyle.
- Aha. A wiesz jakim kucykiem będziesz?
- Bladego pojęcia nie mam.. Zdaję się na łaskę natury.
Nagle zza rogu wyszedł listonosz i wręczył mi list. Złamałam pieczęć i zaczęłam czytać.
"Księżniczko Aquo, okazało się, że już na dzisiaj zdążyłam z sukniami. Nie są do końca gotowe ale spokojnie. Jeśli już dzisiaj przyjdziecie na przymiarkę to wszystko będzie gotowe nawet na jutro. Z poważaniem, Rarity"
- Hmm.. Trzeba by było się z tą przemianą pośpieszyć.
- O co chodzi?
- Idziemy dziś z siostrą na przymiarkę.
- Na jaką przymiarkę?!
- No sukni. Ja chcę wyglądać jakoś na tej koronacji, siostra też. Myślę, że ty też chcesz.
- Pewnie!
- Więc chodź, musimy iść do księżniczek.
***
Spokojnym krokiem weszłyśmy do Sali Tronowej. Na tronie siedziała Celestia, rozmawiała z Natalią. Gdy obie nas zauważyły zakończyły rozmowę.
- Aquo? Czy coś się stało?
- Czy możemy mieć to już za sobą?
Ignis wytrzeszczyła oczy.
- J-jak to? Teraz?
- Ignis, spokojnie. Aquo, czy jesteś pewna?
- Tak.
Księżniczka zwróciła się do służącej.
- Proszę zawołać Lunę.
- Dobrze księżniczko.
Celestia wstała, przywołała jakąś księgę, otworzyła na danej stronie i podała mi ją.
- To tutaj znajduję się zaklęcie.. do przekazywania mocy.
Natalia podeszła do mnie.
- Wiesz, że nie musisz tego robić..
- Ale powinnam.
Chwyciłam księgę i zaczęłam studiować zaklęcie. Było naprawdę trudne, musiałam się nieźle wysilić by się go nauczyć. Do Sali Tronowej weszła Luna i teleportowała się by znaleźć się u boku siostry. Celestia odwróciła się do niej i kiwnęła głową. Księżniczka Nocy wyglądała na zestresowaną. Niepokoiło mnie to..
Zaczynałam rozumieć to zaklęcie, już praktycznie je opanowałam. Podałam Celestii księgę i po chwili zniknęła tak jak się pojawiła. Obie księżniczki podeszły do mnie.
- Aquo, czy zaklęcie zostało przez ciebie opanowane? - spytała Luna.
- Wydaję mi się, że tak. Jestem gotowa.
- A ty Ignis? Jesteś gotowa? - spytała Celestia.
- Myślę.. Ehh. Tak.
- Tak więc, ustawmy się. Gwardzisto, proszę zamknąć drzwi. Niech nikt nam narazie nie przeszkadza.
Gdy Laurel już wyszła - bo została wyproszona - stanęłam pośrodku sali. Obok mnie ustawiły się księżniczki Luna i Celestia, a kilka metrów przede mną stanęła Ignis. Zaczęło się.. Mój róg spowił się niebieską poświatą, by po chwili wystrzeliła z niego błękitna wstęga energii. "Uderzyła" prosto w moją siostrę. Ignis powoli zaczęła unosić się do góry otoczona krótkimi częściami wstęgi. Rogi księżniczek zabłysły wspólnym, białym światłem. Ich wstęgi trafiły tym razem we mnie. Wspomagały mnie swą magią.. Było mi znacznie łatwiej i byłam w stanie całkiem oddać siostrze swą moc. Siostra znalazła się w "kokonie". Magia księżniczek zrobiła coś podobnego, zawinęła mnie w taki kokon. (Patrz odc. "Ponaddźwiękowe Bum" - Rarity w znalazła się w "kokonie" by dostać motyle skrzydła. <3) Poczułam się dziwnie, całe ciało zaczęło mnie strasznie boleć, ale nie krzyczałam. Jeszcze księżniczki by przerwały i co? Już by pewnie tego nie powtórzyły.. Nie, musiałam wytrzymać. Na nieszczęście nie wiedziałam ile ma to trwać, a ból się narastał. Nagle poczułam, że mój róg znika. Strasznie dziwne uczucie. Gdy zniknął mi całkowicie ból stawał się coraz mniejszy, a po chwili już go nie czułam. Ulżyło mi. Kokon zaczynał powoli się otwierać. Byłam w stanie zobaczyć księżniczki stojące obok mnie i siostrę przede mną, już odmienioną. Wszystkie trzy uśmiechały się do mnie.
Kokon całkiem znikł, a ja oniemiałam. Siostra stała się jasnoszarym alikornem o grzywie jak mgła. Tylko oczy zostały ostro pomarańczowe. Była trochę wyższa od Luny lecz mniejsza od Celestii, jej wzrost był taki pomiędzy Luną a Celestią. Jej znaczek też uległ zmianie. Przedstawiał szarą chmurę i mgłę w tle. Bardzo trafny znaczek. Nie tylko z tego powodu poczułam się.. dziwnie. Mój wzrost także na pewno uległ zmianie, gdyż wszystko co dotychczas było ze mną na równi nagle stało się dość znacząco większe. Wstałam szybko i pogalopowałam do okna. Widziałam w nim swoje ledwo widoczne odbicie. Nie miałam rogu, miałam brązową sierść, białą grzywę i ogon i byłam pegazem. Ten.. wynik bardzo mnie usatysfakcjonował. Od razu wzbiłam się w powietrze. Teraz latanie stało się o niebo łatwiejsze. Gdy wróciłam na ziemię Luna, Celestia i siostra podeszły do mnie.
- Czy wszystko w porządku?- spytała księżniczka Dnia.
- Tak, oczywiście.
Luna odetchnęła z ulgą.
- To.. - odparła Natalia. - Co teraz?
Nagle wzdrygnęłam się i automatycznie ukłoniłam. Celestia zachichotała.
- Poza tym to nie wiem..
Bez powodu spojrzałam na swój bok. Tak jak sądziłam, był pusty.
<Ehh.. Bywa.>
- Trzeba znaleźć pracę, dom itp. No i znaleźć znaczek..
Luna objęła mnie skrzydłem.
- Aquo, na to jest wszystko czas..
- I proszę, już nie jestem Aquą. Może tak.. Dazzling Rhythm?
- Całkiem ładnie. - odparła Natalia.
- A ty Nata, może Mist?
- Mist.. Może bardziej Steam?
- Steamly..
- Steamly! Niezłe.
- Czyli co? Księżniczka Steamly, pani żywiołów.
- Na to wychodzi. - dodała Celestia.
Podbiegłam naprawdę blisko Steamly i uściskałam ją tak mocno jak umiałam. Ta odwzajemniła uścisk.
***
Otwarto drzwi do Sali Tronowej. Laurel od razu pogalopowała ku mnie. Gdy zobaczyła naszą czwórkę była lekko zdezorientowana. Podeszła do mnie.
- Asia?
Kiwnęłam głową. Laurel nagle dała mi ciepłego hug'a.
- Wyglądasz tak jak twój nowy OC-ek.. To dziwne, serio.
- Tylko znaczka mi brakuje.
- Spoko, przecież będziesz mieć znaczek związany z muzyką, co nie?
- W Equestrii mogę mieć całkiem inne przeznaczenie, więc może to nie muzyka..
- Serio?
- No przecież.
- Ale ja mam wieniec laurowy jako znaczek, taki jaki mi dałaś.
- Po prostu trafiłam celnie, nic więcej.
- Peeewnie.
- Serio mówię.
- No dobra, spoko.
Mój wzrok spoczął na siostrze.
- Mamy dzisiaj przymiarkę sukni w Ponyville. Siostra, ja i Laurel powinnyśmy na niej być.
- Jakich sukni?! - spytała Steamly.
- No na koronację, musisz przecież jakoś wyglądać, nie?
- Fakt..
- No to chodź, jeśli można.
- Idę, idę.
- Laurel, ty też.
- Muszę?
- Tak, musisz.
- Ehh.. Oby to szybko poszło.
- Oby.
Podróż nie była długa, pegazy wyjątkowo szybko leciały. Mnie nie chciało się siedzieć w rydwanie, więc leciałam tuż obok niego. Przynajmniej miałam czas rozprostować kości. Gdy wylądowaliśmy modliłam się by nie spotkać Pinkie, nie wiem co by wymyśliła dla trzech "nowych" kucyków w Ponyville.. Nie chciałam wiedzieć. Udałyśmy się prosto do butiku Karuzela.
***
- Witam w butiku Karuzela. W czym mog..
Rarity osłupiała. Serio, nie wiedziałam czemu.
- Przepraszam, Rarity. Czy wszystko w porządku? - spytałam lekko zbita z tropu.
- Kolejna księżniczka?!
Biała klacz ukłoniła się przed Steamly.
- Nie, nie. To księżniczka Ignis, tylko lekko... zmieniona.
- N-naprawdę?
Kiwnęłam twierdząco głową.
- A ty to..?
- Aqua.
- Ale.. Jak?!
- To naprawdę długa historia. Ouu.. To moja przyjaciółka Laurel.
- Dobrze, proszę więc za mną.
Znalazłyśmy się w jakimś innym pomieszczeniu. Było tam pełno tkanin, manekinów i tego typu rzeczy. Mój wzrok najbardziej przykuły trzy manekiny ubrane z trzy - będące w lekkim stanie surowym - suknie. Jedna była prosta, złoto-zielona, z krótkimi rękawami ze wzorem moro. Druga była biało- złota, z koronkowym kołnierzem, cała w motywach gwiazd i zapisów nutowych. Ostatnia była widocznie większa, na alikorna. Blado-czerwona, z lekkim płomieniem na dole sukni. Kołnierz ozdobiony był emblematem ognia. Wszystkie trzy już wyglądały niesamowicie! Podeszłam do Rarity.
- Wyglądają przepięknie!
- Oh, dziękuję, ale nie są jeszcze skończone.. Dlatego zapraszam na przymierzalni, a później na podesty. - powiedziała i podała nam nasze suknie.
Jako pierwsza do przymierzalni weszłam ja, później Laurel i Steamly. Suknia na szczęście pasowała idealnie, ale nie była przystosowana dla pegaza, więc Rarity od razu się tym zajęła.U Laurel było trzeba poprawić kołnierz, zbyt wpijał jej się w szyję. Nata poprosiła o dodanie elementów szarości i chmur.
Gdy wszystkie nasze uwagi zostały zanotowane Laurel automatycznie zdjęła suknie i wybiegła na pole.
- Ruch! Powietrza!
Delikatnie zdjęłam suknię i poleciałam za nią.
- Nata, co ci?
- Nie wytrzymałabym tam ani chwili dłużej!
- Przecież to tylko dwie godziny, mogło być gorzej..
- Tylko? Tylko?! Ja tam umierałam!
- Na moje oko wszystko z tobą w porządku, więc nie ma co dramatyzować.
- Ehh.. Nie nudziłaś się tam?
- Pewnie, że się nudziłam! Ale wytrzymałam, dla Rarity.
- Aha.. Okay.
- Chodź, wracajmy bo nie chcę mieć kłopoty.
- Dobra, dobra.
Wzięłam Natsu pod kopyto i razem wróciłyśmy do wnętrza butiku.
Rarity poprosiła mnie bym i jutro przyszła rano na ostatnią przymiarkę. Nie była pewna co to wykończenia w pachach i kilku drobiazgów. Przecież moja siostra będzie koronowana.. Poza tym nie chcę wyglądać gorzej od niej. Okazało się, że Rarity ma sporo czasu wolnego i zaprosiła nas na herbatę. Tak jak sądziłam, Laurel i Steamly odmówiły, gdyż "były zajęte".. Ja jednak postanowiłam zostać. Gdy Natsu i siostra wyszły, ja i Rarity poszłyśmy do kuchni. Klacz momentalnie wstawiła wodę w czajniku i ustawiła na kuchence.
- Proszę, nie stój tak. Usiądź a ja zrobię nam herbatę.
- Dobrze, dziękuję.
Rarity przygotowała już filiżanki, kruche ciastka i - gdy woda ugotowała się - zalała herbatę. Powoli przeniosła wszystko na stół i usiadła na przeciwko mnie.
- Więc, Aquo. Przepraszam, ale dalej nie mogę uwierzyć, że.. No wiesz, nie jesteś już księżniczką.
- I nie byłam. Koronacja jest jutro. Przez cały ten czas byłam.. tylko alikornem.
- No tak, wiem. Ale jednak, straciłaś swoją królewskość, wszechobecny szacunek no i zdolności magiczne..
- Ale nie czuję się z tym źle, ten natłok.. Ja potrzebuję być wolna, a takowa księżniczka nie ma zbyt wiele czasu i przestrzeni.. W ogóle nie żałuję decyzji, a fakt, że księżniczki ufają mi, całkowicie mi wystarcza.
- Aha, to całkiem zmienia postać rzeczy.. Mogę zadać ci pytanie?
- Oczywiście.
- Jak przybyłaś tu to od razu dostałaś swój znaczek. Czemu teraz go nie masz?
- Przyznam, że sama tego nie wiem.. Ale nie przejmuję się tym, na znaczek zawsze jest czas.
- Hiuu.. Przynajmniej ty tak sądzisz. Moja mała siostrzyczka powiedziała by coś całkowicie odwrotnego! Nic tylko to poszukiwanie swojego talentu.
- Są młode, mają mnóstwo energii. Za to ich chyba nie można winić..
- No oczywiście, że nie można.. Ale gdyby na chwilę się uspokoiły, miałabym czasem więcej spokoju. Jeśli w ogóle..
Zachichotałam cicho. Herbata nie była już wrząca więc wzięłam mały łyczek. Rarity zrobiła to samo.
- Tak więc, co teraz? Plany na przyszłość?
- Sporo kucyków się o to pyta. Sama nie wiem.. Znajdę dom, pracę, a później to zobaczymy.
- A rodzina?
- Jeśli chodzi o siostrę to pewnie sporo się zmieni. Ale dalej będziemy utrzymywać ze sobą kontakty.
- No tak, to zrozumiałe. Ale mi chodzi o taką inną rodzinę..
Brałam wtedy łyk herbaty. Na te słowa zachłysnęłam się.
- Ykhym.. No wiesz, na razie nic się nie dzieję wokół mojego życia osobistego, z perspektywy rodziny oczywiście.
- Ciekawe.. Przepraszam, ale ile ty masz lat w.. swoim świecie.
- 14 lat.
- Ouuu.. No tak, jeszcze nie czas. Przepraszam za nachalność.
- Nic nie szkodzi, naprawdę. A właśnie, co tam u Sweetie Belle? Jeśli można wiedzieć.
- U niej wszystko w porządku, mam nadzieję. Chyba właśnie kończą jej się lekcję, więc nie powinna być z późno.
- Miło będzie ją zobaczyć.
Faktycznie, nie trzeba było długo czekać na małą klaczkę. Lub raczej klaczki..
- Rarity! Już jestem! - odparła Sweetie wchodząc do butiku. - Scootaloo i Apple Bloom są ze mną!
Biała klacz wstała, wzięła głęboki oddech i wyszła z kuchni by przywitać się z siostrą. Nie słyszałam o czym rozmawiają, ale dało się usłyszeć dość głośne śmiechy i ekscytacje. Już po chwili trzy małe klaczki ustawiły się w rzędzie obok mnie. Cały czas chichotały. Za nimi weszła z opuszczoną głową Rarity.
- Więc, oto one. Scootaloo, Apple Bloom i moja mała siostrzyczka, Sweetie Belle.
- Dzień dobry dziewczynki.
- Dzień dobry! - powiedziały jednocześnie i uśmiechnęły się szeroko.
- Sweetie.. Czy coś się stało? - spytała zaniepokojona Rarity, z cały czas opuszczoną głową.
- Nie, wszystko jest w porządku. - odpowiedziała. Nagle klaczka zwróciła się do mnie. - Ty też nie masz znaczka?
- Yyy.. Tak, chyb..
- To może dołączysz do naszej Ligi Znaczkowej?!
- A-ale..
- Ej, ale czy ona nie jest za stara? - spytała Scootaloo.
Rarity podeszła do klaczki.
- Tak naprawdę ma 14 lat, więc na pewno nie jest za stara.
- 14?! - spytała Apple Bloom z widocznym zdziwieniem. - A nie wygląda..
- Bywa..
- To co? - odezwała się Sweetie. - Czy może do nas dołączyć?
- Wybaczcie moje drogie, ale teraz nawet jakbym chciała i wy byście chciały to nie mam czasu, ani siły na jakiekolwiek przygody.
Klaczki natychmiast zawiesiły swoje pyszczki i głęboko westchnęły.
- Oh, proszę. Czemu takie smutne pyszczki?
Sweetie Belle jako jedyna podniosła głowę i przemówiła.
- Jako.. jedyne członkinie Znaczkowej Ligi chcemy by nasze grono było coraz większe.
- A chociaż moja kuzynka Babs Seed - ciągnęła Apple Bloom. - jest już członkinią to wróciła do siebie. My w Ponyville jesteśmy same.
- Ouu.. Zobaczycie, że na pewno ktoś do was dołączy.
- Ale..?
- Sweetie, może pójdziesz do kuchni i poczęstujesz czymś swoje przyjaciółki, hmm? - odparła Rarity.
- No tak! Siostra upiekła wczoraj babeczki z jabłkami. Mówię wam, są nieziemskie!
Klacz na słowa swojej siostrzyczki zarumieniła się lekko. Poprowadziła klaczki do kuchni i wróciła do mnie, siadając ponownie na pufie.
- Ehh.. Przepraszam. Nie chciałam ich zasmucić.
- Ależ nic się nie stało, przejdzie im.
- A tak w ogóle to nie wiem czy byłabym w stanie być w Ponyville cały czas. Myślałam o mieszkaniu w Cloudsdale, więc byłabym mało pomocna..
- Naprawdę? Cloudsdale? Pewnie myślisz o pracy w fabryce pogody..
- Właśnie nie. Cloudsdale jest miastem na niebie, wolnej przestrzeni. I właściwie w ogóle nie myślałam, żeby pracować nad pogodą. Chciałabym coś związanego z muzyką, no wiesz. Piosenkarka, kompozytorka, dj-ka..
- Muzyczna dusza, co?
- Yhym. Bardzo lub.. Kocham muzykę i chcę się nią dzielić z innymi, na przykład poprzez prace.
- To bardzo dobrze. Potrzeba nam przecież rozrywki.
Nagle z kuchni zaczęły dochodzić dziwne dźwięki, w tym stukot kopyt i odgłos łamanych naczyń. Rarity wstała jak poparzona. Źrenice widocznie jej się zmniejszyły.
- Przepraszam, ale muszę.. sprawdzić co tam się dzieje..
- No tak. A to może ja już pójdę. W końcu zabrałam ci sporo czasu..
- Ehh.. Mam spore zamówienia..
- Rozumiem, już ci nie przeszkadzam.
Podleciałam do drzwi, pomachałam Rarity na pożegnanie i wyszłam z butiku.
***
Postanowiłam polecieć do Fluttershy, poprosić ją o dobór jedzenia dla Fliera. I ogólnie pomoc przy jego.. wychowaniu. Dla lisiczki Natalii też by się coś przydało. Dalej nie znałam jej imienia, ale nie przeszkadzało mi to.
<Tylko niech się nią siostra opiekuje, bo jeśli nie to "tak mi dopomóż"..>
Wylądowałam przed drzwiami domku żółtej pegazicy. Zapukałam i już po chwili w drzwiach zobaczyłam skuloną klaczkę. Gdy mnie ujrzała automatycznie zamknęła drzwi. Spodziewałam się tego.
- Fluttershy, proszę otwórz. To ja, Aqua! Tylko lekko.. inna. Potrzebuję twojej pomocy przy moim jastrząbku, Flierze.
Drzwi lekko i powoli zaczęły się otwierać.
- K-księżniczka Aqua? - spytała cichutko Fluttershy.
- Tak tylko, że już nie księżniczka. Ani Aqua.
Drzwi otworzyły się na oścież.
- Przepraszam.. Nie spodziewałam się dzisiaj jakiegoś kucyka.
- Dobrze, rozumiem.
Weszłam do środka i usadowiłam się na kanapie obok klaczki.
- W czym mogę pomóc?
- Chodzi o Flierka. Powoli zaczyna latać, co mnie naprawdę cieszy. Czy masz coś odpowiedniego do jedzenia dla takiego małego ptaszka? Kucharze w zamku dbają o jego posiłki ale nie wiem czy to co podają jest dobre..
- A co dokładnie mu podają?
- Na pewno nie mięso..
- To nie dobrze.. Jastrzębie to drapieżnicy, muszą jeść, np. małe ssaki, ptaki..
- Jak tylko nauczy się w pełni latać idę z nim do lasu. Musi się nauczyć polować.
- To jest dobry pomysł.
- Wzięłabym ze sobą też małą lisiczkę. Potrzeba jej owoców leśnych, jak i również posiłków w postaci mięsa. Długo obydwoje nie pociągną na roślinach, jeśli w ogóle.
- Proszę, zaopiekuj się nimi..
- Spokojnie, nic im się nie stanie. Obiecuję.
- Oby.
- Skoro już tu jestem to mogę ci w czymś pomóc.
- Naprawdę?
- Pewnie.
- Wiesz, mogłabyś mi pomóc z nakarmieniem moich pupili. Sporo ich mam, a karma sama się poda.
- Powiedz gdzie jest karma i już ci pomagam.
Fluttershy kopytkiem wskazała drewniane drzwiczki w kuchni.
- Tam powinno się wszystko znajdować. Brązowe są dla ptaków,a zielone dla rybek.
- Dobra.
Pogalopowałam do drzwi i wyjęłam odpowiednie woreczki. Ułożyłam je na swoim grzbiecie i wyszłam na podwórko za domkiem. Podeszłam do drzewa i rozsypałam pół woreczka ziaren na dużej, płaskiej misce. Następnie podleciałam do stawu i nasypałam do niego garść karmy. Widać, że i ptaki i rybki były głodne. Fluttershy zajęła się innymi zwierzakami. Fascynowało mnie jak ona to robi. Codziennie pracuje, pomaga swoim podopiecznym, sprząta, chodzi na zakupy i jeszcze ma czas wolny.. A może w Equestrii tak żyją wszyscy? No cóż.. Ja byłabym swego rodzaju wyjątkiem.
- Hej Fluttershy! - podleciałam do żółtego pegaza. - Mogę w czymś jeszcze pomóc?
- No wiesz.. Ja i Angel wybieramy się dzisiaj na piknik..
- Oh, no tak. To nie przeszkadzam już.
- Ale nie jesteś zła?
- Pewnie, że nie! Miłej zabawy.
- Dziękuję. Do zobaczenia.
- Na razie! - odpowiedziałam i odfrunęłam w stronę nieba.
Przysiadłam na chmurce.
<Byłam już dzisiaj u Rarity, Fluttershy. Wcześniej spotkałam się z Twilight, Rainbow Dash i całkiem często z Pinkie.. A co z AJ? Może przydałaby jej się pomóc na farmie? Albo w kuchni.. Może pomogłabym jakoś..>
Po chwili zastanowienia poleciałam w stronę Akrów Słodkich Jabłek.
Lecąc tak do celu już po chwili usłyszałam regularne łomotanie.
<Pewnie już zbierają jabłka..>
Przyśpieszyłam trochę. Po chwili znalazłam się obok stodoły. Odgłosy stały się o wiele głośniejsze. Wzleciałam ciut w górę i zauważyłam Applejack i Big Maca galopujących od drzewa do drzewa. Cały czas przed oczami widziałam te spadające, czerwone jabłka. Podeszłam bliżej sadu.
- Hej Applejack! Pomóc?!
Klacz przerwała pracę. Bardzo się zdziwiła gdy mnie ujrzała.
- Eeee.. Przepraszam?
- No tak. To ja, Aqua. Tylko lekko zmieniona...
Applejack wytrzeszczyła oczy. Zrozumiałam jej zakłopotanie.
- To.. Pomóc?
- Eeee... Yy.. Pewnie.
- Świetnie. - odparłam z radością.
Podleciałam do góry. Wybrałam już pierwszy cel. Wleciałam do korony jabłonki i już na trawę spadła garść jabłek. Powróciłam do Applejack. Uśmiechnęła się do mnie.
- Nieźle, ale przecież nigdy nie zbierałaś jabłek.. Księżniczce to przecież nie wypada.
- Ale nie jestem już księżniczką, prawda?
- No.. Na takową nie wyglądasz.
- Więc nie widzę przeszkód żebym nie miała ci pomóc.
- Dobrze więc, pójdę tylko do Big Maca, by wiedział, że w ogóle tu jesteś.
- Nie ma sprawy.
AJ szybko znikła mi z oczu kryjąc się za jabłoniami. Nie chcąc tracić czasu wzięłam na grzbiet kosze na jabłka i zebrałam z trawy te które zrzuciłam. Następnie wzniosłam się ponownie w powietrze i zastosowałam poprzednią taktykę na kolejnych drzewach.
Po dwóch godzinach ległam wycieńczona na ziemię. Już od pół godzinny nie latam z powodu skurczu w skrzydłach, więc musiałam zbierać jabłka normalnym sposobem, tak jak rodzina Apple. Nóg nie czułam, w głowie wirowało a skrzydła.. Ehh, te skrzydła. Niby ćwiczę a kondycja słabiutka. No ale cóż, tylko trening i trening! Tak jak już wcześniej wspomniałam padłam na ziemię. Obok mnie widziałam mnóstwo jabłek, tylko jabłka. Były wszędzie. Już nie byłam pewna czy to omamy czy jabłka umieją gwizdać. Nieważne. Z tego co pamiętam AJ i Big Mac pracowali dalej, choć widać było ich zmęczenie. Słońce nieźle paliło, co przy ciężkiej pracy nie było pożądane. Gdy odpoczęłam trochę zauważyłam Apple Bloom wracającą do domu. Pomachała mi nawet, lecz szybko uciekła do środka nie zamykając przy tym drzwi. Wzruszyłam tylko ramionami i zamknęłam oczy. Przysnęłam na chwilę, to było pewne. Myślałam, że obudziłam się sama. Nic bardziej mylnego. Otóż mała klaczka z dużą, charakterystyczną kokardką siedziała nade mną z otwartymi, błyszczącymi oczami. Obok niej zauważyłam kątem oka mały stoliczek, a na nim było kilka butelek z sokiem jabłkowym. Na sam ich widok uśmiechnęłam się i o własnych siłach wstałam na równe kopyta.
- Cześć Apple Bloom.
- Dzień dobry, myślałam, że zostaniesz jeszcze u Rarity.
- Niestety, musiałam już iść. Wstąpiłam tu tylko by pomóc przy zbieraniu jabłek.
- Pierwszy raz?
Kiwnęłam twierdząco pyszczkiem.
- Współczuję. Wyobrażam sobie jak zmęczona jesteś.
- Chyba tak..
- Soku?
- Pytanie. Pewnie, że tak.
Klaczka podała mi jedną z buteleczek. Szybkim ruchem otwarłam zakrętkę i wzięłam jednego, dużego łyka. Tak, tego właśnie potrzebowałam.
- Naprawdę ci dziękuję, sok jest przepyszny.
- Nasza specjalność.
Uśmiechnęłam się szeroko. Spojrzałam na dwójkę kucyków cały czas pracujących na farmie. Szkoda mi ich było, zmęczeni bardzo. A do wykonania roboty droga daleka. Przynajmniej mogła trochę pomóc. Zamachałam skrzydłami. Skurcz na szczęście minął.
- Cóż.. Ból w skrzydłach minął, więc będę już wracała do Canterlotu.
- Ale.. Już?
- Niestety.. Spokojnie, odwiedzę was za niedługo.
- No dobrze..
- Do widzenia Apple Bloom, i pozdrów siostrę, brata, Winonę i babcię Smith!
- Dobrze. Ale skąd ty ich.. Nieważne. Na razie!
Rozpędziłam się i już po chwili frunęłam po niebie. Kierowałam się - tym razem na pewno - do Canterlotu.
***
Po dwudziestu minutach lotu wreszcie dotarłam do celu. Byłam zmęczona, zgrzana ale szczęśliwa. Trening wydolnościowy. To jest to. Sprawę z suknią miałam załatwioną, problem z Flierem i lisiczką - coś drgnęło. Jutro już koronacja, więc nie mogę być w złym stanie.
<A więc od rana : przymiarka sukni, pomoc Twilight z przygotowaniami, pomoc siostrze we.. wszystkim. Spoko, dam radę.. Oby!>
Wylądowałam miękko przed samymi drzwiami do pałacu. Gwardziści zmierzyli mnie wzrokiem, ale to zrozumiałe. Chciałam pogadać z Steamly i Laurel.
PUK PUK.
- Proszę wejść. - usłyszałam zza drzwi.
Spokojnie weszłam do komnaty.
- Cześć siostra, coś długo ci zeszło.
- Wiem, ale miałam sporo pracy.
- Widać, nie za dobrze wyglądasz..
- Nie przejmuj się, ja tylko na minutkę.
- O co chodzi?
- Chciałam się spytać jak się czujesz przed koronacją.
- Jestem zdenerwowana, lecz podekscytowana.. Czy to dobrze?
- To normalne, że się denerwujesz. Ale.. No dobra, jest czym. Tylko spokojnie, wszystko będzie dobrze. Obiecuję.
- Przysięgasz?
- Przysięgam. Będę siedziała na sali.. Będę cały czas przy tobie.
- Dziękuję.
Siostra podeszła do mnie i uściskała mnie. Zdałam sobie sprawę, że coraz częściej to robi.
- Od razu mówię, że nie będę sama zajmować się przygotowaniami. Sama uczennica Celestii, Twilight Sparkle będzie sprawować pieczę nad tym by wszystko się udało.
- Wow.. Będzie ciekawie.
- Na pewno. Ja z rana idę jeszcze na przymiarkę mojej sukni, więc swoją dostaniesz.. Po śniadaniu, około. Później przyjedzie Twilight i wtedy się zacznie.. Bądź gotowa by zachować spokój przez cały czas. Proszę cię, nie denerwuj się tylko. Nie rób głupstw, ani coś takiego. Masz być subtelna, grzeczna, wyrozumiała. I nie tylko jutro. Księżniczka ma swoje obowiązki i musi znać etykietę, mieć maniery.
- Asia, spoko. Nie martw się o to.
- Ufam ci, ale nie zawiedź.
- Nie zawiodę.
- Pinkie promise?
- Hę?
- Cross my heart and hope to fly, stick a cupcake in my eye.
- Eee.. Co?!
- Eh, nie ważne.
- Cóż. Dam z siebie wszystko.
- Dobrze. A teraz lecę, muszę jeszcze coś załatwić.
- Spoko, leć.
- Miłych snów!
- Dobranoc.
Błądziłam po korytarzach. W całym pałacu nie można było by ich zliczyć.. Chyba. Na szczęście komnata Laurel znajdowała się w dość charakterystycznym miejscu, więc trafiłam bez problemu. Zapukałam. Usłyszałam ciche "Proszę" i weszłam do środka.
- Cześć Natsu.
- Siema. Co tak późno?
- Sprawy.. i praca. Miałam co robić. Co robisz?
- Szukam czegoś do roboty. Nudno mi..
- To możesz się pouczyć magii, poczytać coś, poćwiczyć na podwórzu, albo wyjść na miasto i pooglądać coś. Jest co robić, chociaż na pierwszy rzut oka tego nie widać.
- Nauka magii? Jeszcze czego..
- Ale w magii nie chodzi o historię, fizykę czy polski. Ty jesteś jednorożcem, twoja magia jest w tobie. W takiej nauce uczysz się jak ją wydobyć, jak z niej korzystać. Dla mnie to była sama przyjemność.
- Serio? Nauka przyjemnością?
- Ta tak.
- No dobra, spróbuję..
- Tylko nie siedź do późna, jutro koronacja.
- Dobra, dobra..
- To dobranoc i do jutra.
- Pa!
Pomachałam Laurel na pożegnanie i wyszłam z komnaty. Światła były już przygaszone.
<Ciekawe która godzina..>
Popatrzyłam na zegarek. Była 22:19. Ziewnęłam tylko i udałam się do swojej komnaty. Przechodziłam obok kuchni i poprosiłam o coś dla Fliera. Dostałam potrawkę z ... mięsem.
<Nareszcie!.. Oby to mu bardziej posmakowało niż te kwiateczki i inne bzdety. Flier musi jeść mięso i tyle.>
Podziękowałam kucharzowi, potrawkę ułożyłam na grzbiecie i pokłusowałam w stronę wieży.
Po kilku minutach byłam już na miejscu. Mój pupil przeskakiwał na różne meble, rozbawiło mnie to. Ucieszył się na wieść o mięsie, bardzo szybko zjadł całą porcję i podziękował mi uczepiając się mojego skrzydła. Za nic w świecie nie mogłam co odczepić. Sam się musiał zmęczyć i po pewnym czasie wrócił do gniazdka. Ja poszłam się odświeżyć, umyć zęby, uczesać się. Wszystkie te czynności były wyjątkowo pomocne przy moim zmęczeniu. Wyglądałam nie najgorzej. Szybko zgasiłam światła i poszłam spać. I choć długo rozmyślałam nad jutrem, to zmęczenie wzięło nade mną górę i powoli zasnęłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz