Rozdział 21 [Część 2]

Gdyby ktoś powiedział ci, że możesz uratować jedno istnienie poświęcając się, zrobił byś to? Mało osób by powiedziało, że tak. Ale jeżeli wiesz, że ta osoba jest naprawdę ważna, że jest bardziej wyjątkowa niż ty, że jej istnienie jest ważniejsze niż twoje? Niby inna bajka, ale człowiek to człowiek, kuc to kuc. Każdy jest wart tyle samo... Prawda? Moje istnienie po tamtym zdarzeniu zaczęło powoli przechodzić w zapomnienie. Każdy mój krok, każde słowo, każdy wdech i wydech były niczym wobec pustki która została po wydarzeniach z tamtego dnia. Śmierć. Coś błahego, w końcu dopada każdego. Co jednak, gdy wiesz, że jest przypadkowa, gdy to właśnie ty miałeś zostać ofiarą. Wróciwszy do początku, me istnienie miało się zakończyć. Miałam nie istnieć, zginąć. Niektórzy wciąż mnie obwiniają za śmierć księżniczki. To była moja wina, ale i jej i tego przeklętego maga. Muza nie mogła zrobić tego sama, po prostu nie mogła, a po dowiedzeniu się, że to przez czar Mysterious'a myślałam, że oszaleję. Ale to nie było wystarczające. Gdy ktoś myśli, że jest bliski katatonii właśnie następuje coś co go do niej sprowadza. To właśnie wtedy, gdy dowiadujesz się, że celem ataku byłeś właśnie ty. Nie wiedział, że ktoś tam jest, że czar się odbije, że Muza była słaba psychicznie i stanie się łatwym celem. Nie przewidział żadnej z tych rzeczy i poniósł srogą cenę. Dożywocie i mą wieczną nienawiść. A to wszystko stało się tak nagle. Na tyle bym mogła znaleźć siebie. Wstrząsające, nieprawdaż? Śmierć, rozpacz, depresja, ignorancja, samotność. Wszystko, no może oprócz pierwszej rzeczy, to ja. Ha. Nic nie trwa wiecznie, tak mówią. Moja beztroska także. W jednej chwili potrafiłam odrzucić wszystkich których kocham i uciec. W końcu sprawca całego zła został schwytany, już po wszystkim. A wraz z tym runął mój cały świat. Każdego dnia życie było prawdziwą udręką, każdego dnia życie przewracało się do góry nogami. Nagły zwrot wydarzeń zamieszał nam w głowach, każdego kuca, dosłownie każdego. Natychmiastowy przypływ włamań i napaści, bankructwa, śmierci przez zimno, głód. Tak nagle, jednakowoż... Tylko dla mnie. Tylko ja czułam, że coś się zmieniło. Reszta zdawała się nie zdawać sobie z tego sprawy. Byłam jedyną, która płakała za jakimkolwiek odchodzącym z tego świata kucykiem. Nie mogłam się zobaczyć z księżniczkami, na ulicach byłam mijana z lodowatym spojrzeniem. Byłam całkowicie ignorowana, w każdy możliwy sposób. Naprawdę, to było przerażające, jak z dnia na dzień ich życie się zmieniło i jak moje życie upadło. Od dnia śmierci księżniczki jeszcze jedna rzecz nie dawała mi spokoju. Moje sny. Zawsze były takie same. Postać Muzy wołająca mnie. Krzyczała : "Obudź się!" i "To nie jest prawdziwe!". Zastanawiało mnie to, bo za każdym razem jej głos się podnosił, coraz częściej płakała. Chciałam ją pocieszyć, ale nie mogłam się ruszać, ani nic powiedzieć. Byłam bezsilna, tak samo jak wtedy...

[Wtorek, tydzień 10]

Klacz przechadzała się po ulicach Cloudsdale, zdawało by się bezcelowo, jednak trudno robić coś bardziej pożytecznego w takim świecie. Wszystkie domy, sklepy były pozamykane, a parki opustoszałe. Mało kto chciał wychodzić z domu wiedząc w jakim stanie jest świat. Dla każdego to była norma, dla każdego wydawało się to być codziennością. A jednak...
- Dazz? 
Pegaz spojrzał w stronę nadlatującego kuca kierującego się w jej stronę.
- Medley! A co ty tu robisz? - spytała zaskoczona.
Medley to młoda pegazica pracująca w Fabryce Pogody na stanowisku Rzeźbiarza Płatków Śniegu. Poznały się tam gdy Dazzling była na wycieczce.
- Właśnie wracałam z pracy gdy cię zobaczyłam, więc postanowiłam się chociaż przywitać. Sporo się nie widziałyśmy.
- Tak, to pewne... Co tam u ciebie?
Dazz chociaż nie ważne jak się starała nie mogła długo utrzymać sztucznego uśmiechu. Nie była ani w nastroju, ani na siłach by móc ucieszyć się z zobaczenia znajomej, której nie widziała już kawał czasu.
- Coś się stało? - Medley spytała zmartwiona.
- Słuchaj... Dlaczego jesteś taka uśmiechnięta? Odkąd pamiętam nie przestajesz się uśmiechać. To nie pasuje do takiego świata.
- Cóż.. To pewnie dlatego, że nie chcesz, żebym taka była. Jak się poznałyśmy zauważyłaś, że nie przestawałam się śmiać i uśmiechać, więc obraz powstał właśnie na podstawie tych wspomnień.
<Czekaj... CO?!>
- M-możesz powtórzyć?
- Dlatego, że nie chcesz, żebym...
- Nie, nie! To później!
- Obraz Medley został stworzony na podstawie tych wspomnień...
Oczy Dazz skurczyły się momentalnie.
<Czyli... Te sny, to wszystko.. To nieprawda?>
Obudź się!
- Wszystko w porządku?
- Medley... Wybacz, ale muszę gdzieś iść.
Pegaz zerwał się do lotu i poszybował tak szybko jak mógł w stronę dawnego domu.

***

Klacz szybko wylądowała na jednym z balkonów pałacu w Canterlocie.
<Brak jakiejkolwiek straży?>
Otworzyła drzwi i ruszyła przed siebie. Zanim się spostrzegła znalazła się przed gigantyczną salą bibliotekarską. Zwinnie przemknęła się przez hol za wejściem i podeszła do ogromnego regału z książkami. Były tam wszystkie księgi, które musiała przestudiować będąc księżniczką, a było ich tam ponad pięćset... W księgach zapisane były przeróżne zaklęcia, od prostych czarów lewitacji, przez czary umysłu, po skomplikowane czary astralne. Dazz o tyle miała szczęście, że czary umysłu bardzo ją wciągnęły, że dobrze opanowała pewien czar. Czar ten nazywany jest "Psikusem umysłu". Ma on za zadanie sprawić, że dany kuc zacznie postrzegać świat w zupełnie innych barwach. Było to nieszkodliwe zaklęcie, trwające maksymalnie dobę i często jest używany do rewanżu na innych. Niestety, skutki czaru diametralnie się zmieniają jeśli chodzi o czarną magię. Może on spowodować, że kuc popadnie w głęboką katatonie, z której nie da rady się obudzić, bądź poczuje się całkowicie błogo i beztrosko i zwariuje stając się groźny dla otoczenia. Obydwie rzeczy są naprawdę poważne i czar ten został zapieczętowany dla niewyszkolonych jednorożców w celu pozbycia się problemu i ochroniony przed użyciem na nim czarnej magii.
- Jeśli czar został ochroniony to żeby złamać barierę potrzeba naprawdę potężnej magii. Szczerze wątpię, aby Mysterious samodzielnie mógł to zrobić. Są dwa wyjścia. Albo nagle stał się o wiele potężniejszy, albo z kimś pracuje. Nie wiem które z nich jest gorsze...
Klacz przekartkowała jeszcze księgę w celu znalezienia poszlak o przerwaniu zaklęcia, lub sposobu jakiego użył Mysterious, by go na nią rzucić.
- Hmm.. "Stan wprowadzający w katatonie jest jednym z najbardziej niebezpiecznych sposobów na użycie tego czaru. Aby do niego doszło cel musi znajdować się w dużym szoku emocjonalnym, na przykład spowodowanym wstrząsającym wydarzeniem. Po użyciu zaklęcia ofiara pada beznamiętnie z wyczerpania i reszta rozgrywa się już w umyśle. Im większy szok, skuteczniejszy i cięższy do złamania czar."
<No to mam przesrane.>
- "Istnieje jednak sposób na przerwanie zaklęcia. Ofiara musi zacząć wykazywać opory przeciw światu w jakim się znajduje. Nie zostały nigdy ujawnione dokładniejsze informacje, nie wiadomo dokładnie w jaki sposób ma to nastąpić, ale uznano to za najlepsze rozwiązanie."
- Uznano? Czyli nie są tego pewni. Dobra, muszę się stąd wydostać! 
Pegaz zaczął się skrzętnie rozglądać za czymś co mogło by mu pomóc w znalezieniu wyjścia.
- Ale jak?

***

Pierwszą rzeczą, która wpadła do głowy klaczy to spotkanie z siostrą, bądź inną księżniczką. Przeszukałam chyba każdą możliwą komnatę w poszukiwaniu kogokolwiek, lecz nie znalazłam nikogo. Po kilku godzinach uznałam to po prostu za śmieszne i położyłam się na jednej z ławek w głównym holu.
- Właśnie nikogo nie ma w pobliżu gdy potrzebuję pomocy. Ha! Jeśli to naprawdę tylko jawa to ta szuja ma talent w byciu perfidnym... Dobra, dobra, spokojnie. Muszę się uspokoić. Co mogę jeszcze zrobić w takiej sytuacji? Nie dość, że nikogo nie znalazłam to i nie zauważyłam niczego nienaturalnego. Wszystko wydaje się być w najlepszym porządku, mimo, że nie ma tu żadnej księżniczki. Założę się, że nawet jeśli byłaby tu służba i straż, to niczego by to nie zmieniło... Smutno.
Klacz wstała dość niemrawie, przetarła oczy i rozejrzała się po pomieszczeniu. Długi, zdający się nie mieć końca korytarz z łatwością zdołał zawrócić jej w głowie. Dazz jednak tylko syknęła ze złości i ruszyła w stronę sali tronowej. Miała już dość zabawy w kotka i myszkę.
     Drzwi otworzyły się z hukiem i do sali wkroczyła klacz pegaza z widocznym wkurwieniem na twarzy.
- Dobra, panie "tajemniczy". Nie mam ochoty na dalsze przekomarzanie się. Wiem, że to ty za tym wszystkim stoisz! Myślisz, że księżniczki mogłyby tak zniknąć i nie zostawić żadnej wskazówki? Srsly.. Jesteś jeszcze większym idiotą niż myślałam.
- Myślę, że nie powinnaś oceniać kucyków, których nie znasz, moja droga.
Z rogu wyłoniła się postać księżniczki Celestii. Wyglądała... normalnie. Pogodny uśmiech, magicznie falująca grzywa, oślepiający blask bijący od jej majestatyczności, jednak brakowało jej.. aury? Tej jasnej i ciepłej jak Słońce aury. Dazz nie dała się jednak sprowokować.
- No to są chyba jakieś żarty.. Szujo, myślisz, że dam się nabrać? Przecież to ewidentnie iluzja. Zapomniałeś, że umysł nie jest tak niezawodny, czy co?  - klacz uśmiechnęła się szeroko, w dość niepokojący sposób - Słuchaj, jak już mówiłam mam dość tej zabawy... To nie jest prawdą, to wszystko tylko twój misterny plan, który zdaje się już zniszczyć.
- To tylko twoje przypuszczenia. W końcu i tak nie wiesz jak się stąd wydostać, prawda?
- Popełniłeś kilka błędów, np. zakładając, że nie znajdę wyjścia byłeś udupiony już od samego początku, ale największy błąd popełniłeś wkurwiając mnie. Teraz nie wiesz nawet jak słaba jest twoja kontrola nade mną. W każdej chwili mogę się stąd wydostać. I tutaj leży kolejny błąd. Dajesz mi czas, niezbędny do kontroli nad księżniczką.
Zanim Mysterious zdołał coś powiedzieć postać Celestii rozbłysła jasnożółtym światłem posyłając ogromny strumień energii prosto ku niebu. Przestrzeń wokół klacz zaczęła nagle się załamywać i powoli znikać pozostawiając po sobie tylko pustkę.
- Wybacz, ale nie jestem osobą do pomiatania! Wolę kreować swoją przyszłość sama! A teraz wybacz, mam zamiar się obudzić i mocno ci wpieprzyć...
Dazz uśmiechnęła się szeroko i powoli zamknęła oczy. Czuła jak jej ciało rozpada się na mnóstwo małych kawałków by ostatecznie zniknąć. Jej myśli stały się całkowicie czyste, niezakłócone. Ostatnią rzeczą jaką zobaczyła, była postać księżniczki Muzy płaczącą, lecz uśmiechającą się w tym samym czasie. To był ostatni raz kiedy ją zobaczyła.
     Świadomość Dazzling powróciła gdy przez białe, nader jasne światło dosłownie zapłonęły jej oczy.
Asia?
Nie mogła się jeszcze wysłowić, ale nagłe wywijanie się i zasłanianie oczu kopytami uświadomiły osoby w pobliżu o prośbę zgaszenia światła. Klacz słyszała dźwięki, niewyraźne i zlewające się ze sobą, ale dzięki reakcji na światło i usłyszeniu głosów wiedziała, że żyje i, że to nie kolejna iluzja.
Asia!
Gdy poczuła jak na jej policzkach padły ciepłe, delikatne promienie słoneczne uśmiechnęła się łagodnie i spokojnie otworzyła oczy.
- Asia!
Pegaz spojrzał w kierunku źródła dźwięku. Szary, wysoki alikorn płaczący ze szczęścia.
<A czemu by nie?>
Księżniczka szybko podbiegła do siostry i uściskała ją tak mocno jak mogła.
- Na... Natalia. Łamiesz mi ż-żebra... wiesz?
- Ah, przepraszam.. - klacz odsunęła się i usiadła przy łóżku, po prawej stronie.
Gdy już się wypłakała, wzięła głęboki oddech.
- Masz jakieś pytania?
- Tsa.. Jestem w szpitalu, prawda?
- Tak, w Canterlocie.
- Łatwo zgadnąć. Wiesz ile tu tak leżę?
- Dokładnie siedemnaście tygodni i trzy dni.
- Przecież, to ponad cztery miesiące!
- Cii, chyba nie chcesz go obudzić.. - Nata wskazała na lewą stronę pokoju.
Na podłodze leżał szary, wysoki  i choć wzrok nie powrócił jeszcze całkowicie to Dazz wiedziała, że był to Strife.
- Może to cię zbytnio nie zdziwi, ale chłopak był naprawdę zdruzgotany kiedy dowiedział się o wypadku. Czuwał nad tobą cały czas, przynosił codziennie świeże kwiaty, nie był nawet kilka razy na treningach gdy stwierdzono, że twoje tętno wzrasta niebezpiecznie szybko. Poszedł niedawno spać po całej nocy przy tobie. Biedak.
- Ej, nie mów tego tak, jakby czuwanie nade mną było zwykłym marnowaniem czasu. To brzmi jakby to była moja wina i go wykorzystywałam.
- Nic takiego nie mówię, ale to naprawdę smutne..
- Wiem.
Chwila ciszy, i...
- Właśnie, jesteś głodna?
- Jak diabli.
- Cóż, ja też. Skoczę po coś do żarcia i przy okazji powiadomię resztę, że się zbudziłaś.
- Dziękuję. A, Nata, mam prośbę.
- Tak?
- Mogłabyś przykryć go kocem, proszę?
Steamly uśmiechnęła się i okryła śpiącego pegaza jednym z stojących na korytarzu koców, po czym wyszła.
- Dzięki.
Pegaz podniósł się, przeciągnął i rozejrzał jeszcze po pomieszczeniu. Prócz Strife'a nie było tam nikogo. Za to była muzyka. Na komodzie obok łóżka klacz zauważyła jej "nieśmiertelne" słuchawki. Zaśmiała się cicho i z uśmiechem na twarzy założyła je, podłączyła do nich dołączoną do kompletu mp4 i puściła piosenkę, której nie słyszała od kto wie kiedy... Chcąc nie chcąc popuściła kilka łez, nawet się nie orientując. Tekst, wokal, melancholijność całego utworu i serce w kawałkach... Podczas gdy klacz wsłuchiwała się w piosenkę jeszcze bardziej, drzwi otworzyły się na oścież ukazując Steamly lewitującą tace z jedzeniem, wraz z wieloma znanymi twarzami, Byli tam chyba wszyscy : Laurel, przedstawicielki Elementów Harmonii, księżniczka Luna i Celestia, wraz z księżniczką Cadence w towarzystwie znanych klaczy gwardzistów, pracownicy pubu "Pod skrzydłem i cydrem", Medley i Lighting Bolt, nawet pokojówki zajmujące się nią za swego królewskiego życia. Dazzling wpatrywała się w nich w ciszy, płacząc jeszcze bardziej i nie mogą przestać się uśmiechać powiedziała:
- Dziękuję.